ZIMA
Odkąd kierowniczka zniknęła, restauracja zaczęła borykać się z wieloma problemami. Pracownicy nie nadążali z zamówieniami, Oriana ledwo ogarniała cały zespół, a Kaya od tygodnia nie była nawet na pięciominutowej przerwie. Jedli w biegu, pili w biegu, do toalety wymykali się tylko w chwilach, kiedy naprawdę nie mogli już wytrzymać. To była istna tragedia. Chaos, którego nie dało się opanować.
Po kolejnym okropnym zamknięciu Kaya wyszła na zewnątrz, żeby zapalić papierosa. Robiła to tylko wtedy, kiedy wiedziała, że Oriana tego nie zauważy. Od początku znajomości wiedziała, że dziewczyna jest wyjątkowo cięta na palaczy i wolała się jej nie narażać.
Tym jednym razem nie udało się jej uniknąć menadżerki. Ten jeden raz zauważyła grymas na twarzy Oriany nie z powodu denerwujących klientów, a z powodu śmierdzącego dymu papierosowego.
Kaya uśmiechnęła się niezręcznie i szybko wyrzuciła peta na ziemię. Zdeptała go butem i odchrząknęła.
— Ciężki dzień, co? — zagaiła. Nie chciała, by rozmowę zaczęła Oriana. Poczułaby się wyjątkowo niekomfortowo, gdyby zaczęła swoje kazanie na temat szkodliwości papierosów i używek samych w sobie. — Masz jakieś wieści od szefowej? Kiedy wraca?
— Wiem tylko, że wyjechała na dłużej. — Wzruszyła ramionami. — Pomożesz mi posprzątać?
— Jasne!
Wróciły do środka. Kai zrobiło się trochę słabo na widok brudnych stolików i mokrej podłogi. To wszystko zrobili ludzie, którzy przyszli tutaj na jedzenie. Nie rozumiała, jak można być taką świnią, żeby nawet nie wynieść śmieci do śmietnika. Na dodatek ze wszystkiego nienawidziła sprzątać takich obrzydliwych brudów, ale… dla Oriany mogła przemóc obrzydzenie i niechęć.
Poszła po mop i wiadro z wodą oraz płynem do mycia podłóg. Wolała zająć się najpierw tym, żeby te brudne stoliki zostawić sobie na koniec.
— Hej, rozliczałaś dzisiaj kasę?
Przerwała mycie podłogi. Oriana podeszła do niej ze ściągniętymi brwiami.
— Nie. — Pokręciła głową. — To robił… jak on miał na imię?
— Hudson?
— Tak, to ten.
— Dziwne — mruknęła już bardziej do siebie.
— Coś się stało? — dopytała. Przyzwyczaiła się, że Orianę musiała ciągnąć za język i wręcz zmuszać do dalszej rozmowy. Gdyby tego nie robiła, to zapewne nigdy nie poznałyby się bliżej.
— Ostatnio za każdym razem, gdy Hudson jest na kasie, to mamy sporo na minusie.
— Może myli się przy wydawaniu reszty?
Kaya w pierwszej kolejności nawet nie pomyślała o kradzieży — sama miała problem z liczeniem drobnych, kiedy ktoś płacił gotówką.
— Nieważne. — Machnęła ręką. — Później to sprawdzę.
Nie zdążyła nawet zapytać o coś jeszcze, bo Oriana zniknęła za ladą. Pozostało jej tylko skończyć sprzątać.
Przez godzinę, którą Kaya poświęciła na porządkowanie sali, Oriana siedziała w pokoju menadżera i liczyła pieniądze z kasy. Nie mogła zrozumieć, dlaczego brakowało aż trzystu dolarów. To zdecydowanie za dużo.
Kaya zapukała grzecznie do drzwi. Nie wchodziła nieproszona, ale dzisiaj wyjątkowo walczyła z chęcią wejścia bez zaproszenia.
— Możesz iść do domu — powiedziała Oriana.
Normalny człowiek by się ucieszył. Była w końcu dwudziesta trzecia i po tak ciężkim dniu wypadało chociaż trochę odpocząć. Kaya jednak nie należała do tej normalnej grupy ludzi, więc dalej stała pod drzwiami i nasłuchiwała.
— Stoisz tam jeszcze?
Uznała to za okazję.
— Mogę wejść?
Usłyszała szuranie. Miała nadzieję, że Oriana właśnie wstała i idzie otworzyć jej drzwi.
— Nie. — Mogła się spodziewać takiej odpowiedzi, ale wciąż się zawiodła. — Wracaj do domu. To nic ważnego.
W tym momencie nawet odrobinę nienormalna osoba odpuściłaby i poszłaby do domu. Kaya jednak nawet nie była odrobinę nienormalna. Była zdecydowanie bardzo nienormalna.
Złapała za klamkę i uchyliła drzwi. To było najgłupsze, co mogła zrobić, bo gdyby nie to, że Oriana była dla niej miła i ją tolerowała, to z pewnością dostałaby za takie zachowanie srogi opierdol.
— Nie prosiłam, żebyś…
— Podejrzewasz go o kradzież, prawda? — przerwała jej. — To nie jest taki głupi pomysł. Pomyśl o tym w ten sposób — szefowa wyjechała na urlop, a restauracja ledwo radzi sobie z ilością zamówień. To idealny moment, żeby coś podpierdolić z kasy, co nie?
Oriana zamrugała. Nie powiedziała nic. Była w zbyt dużym szoku.
— Okej.
— Źle myślę? — zdziwiła się. — Nie mów mu potem, że go podejrzewałam o kradzież.
— Nie, w sensie… — próbowała jakoś wyjaśnić swój punkt widzenia, ale trochę przeraził jej słowotok ze strony Kai. — Myślałam, że to przypadek, ale coraz mniej wygląda mi to na przypadek. To nic, czym powinnaś się martwić. To mój problem.
— Mogę pomóc. — Wzruszyła ramionami. Zachowywała się, jakby to było nic takiego. — Zawsze chciałam się pobawić w detektywa.
Oriana westchnęła. Zdecydowanie się jej nie pozbędzie.
— Nie będziemy bawić się w detektywów. — Spróbowała chociaż przywrócić Kayę do porządku.
— Tak będzie zabawniej — zachęcała menadżerkę. — Musi się coś dziać, prawda? I w ogóle… lepiej podejść do tego ze spokojem.
— Nie jesteś zmęczona? — zmieniła na chwilę temat. — Jest prawie północ, a ty próbujesz mi pomóc z jakąś nic nieznaczącą sprawą.
— Można powiedzieć, że brakowało mi trochę ekscytujących doświadczeń. — Gdy to mówiła zawijała wokół palca biały kosmyk włosów. — To kiedy zaczynamy śledztwo?
Weszła do środka, czując, że tą rozmową Oriana ją do czegoś zaprosiła, chociaż tak naprawdę dziewczyna cały ten czas próbowała się pozbyć współpracownicy.
— Macie tu kamery? — zapytała, dostrzegając komputer. — Może się coś zapisało?
— Nie wiem, czy mam ochotę zajmować się tym dzisiaj — przyznała. — Wróćmy do domu. Jest zbyt późno, a ja nie lubię zostawać tutaj po godzinach.
— Jeśli tak wolisz. — Ostatni raz przyjrzała się monitorowi, który akurat teraz musiał być wygaszony. — Ale od jutra się tym zajmiemy, co nie?
Orianka?
────
[856 słów: Kaya otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]