Elianne w ostatnich dniach snuła się po obozie ze zdecydowanie mniejszą dozą energii, niż zwykle. Wypełniała obowiązki związane z kohortą, odbębniała dyżury w ambulatorium, chodziła na treningi; po prostu wszystko to sprawiało jej mniej radości niż dotychczas. Można było łatwo wywnioskować powód jej niecodziennego zachowania, po prostu zauważając, że od jakiegoś czasu nikt nie widział jej w towarzystwie Kala.
Czuła się z tym dziwnie, bo zdążyła się przyzwyczaić, że spędza z Kalem więcej czasu, niż z innymi. Kiedy tego nie robiła, znajdowała w ciągu dnia luki, których nie umiała wypełnić. Postanowiła jednak, że może potrzebują trochę czasu spędzonego oddzielnie, żeby ochłonąć. Wbrew pozorom sytuacja, w której nawet ze sobą nie rozmawiali wcale nie dała jej ochłonąć, a jedynie sprawiała, że była niespokojna. I tęskniła. Robiła to głównie dla Kala, bo chłopak wydawał się ostatnio zbyt przytłoczony jej obecnością, ale miała również nadzieję, że sama poukłada sobie w głowie kilka rzeczy. Na przykład, że ma przestać gapić się na niego dłużej, niż jej wypada, i że w ogóle powinna się ogarnąć, bo musi przestać tak dużo i głupio myśleć. Nie żeby jej się to udało, ale przynajmniej próbowała. Niektóre rzeczy niestety były silniejsze od niej.
Czekała. Czekała, aż Kal przemyśli to i owo i w końcu do niej przyjdzie. Nawet nie oczekiwała przeprosin, po prostu chciała, żeby znów rozmawiał z nią jak wcześniej, zanim to wszystko za bardzo się skomplikowało. Ale on nie przychodził, a ona dalej czekała i czekała, aż w końcu postanowiła, że jeżeli nie pojawi się u niej do końca tygodnia, sama się do niego przejdzie żeby zapytać, o co mu do cholery chodzi. Pozostawienie ważnej relacji bez żadnego wyjaśnienia i rozmowy zdecydowanie nie było w jej stylu, poza tym nie miała jeszcze zamiaru się poddać.
Końcówka tygodnia zbliżała się nieubłaganie, kiedy próbowała spokojnie przeżyć dzieloną z Cherry zmianę w ambulatorium. Ruch był dzisiaj wyjątkowo znikomy, więc właściwie od godziny siedziały w pokoju obok głównej sali i grały w karty, tym razem w ciszy. Elianne i tak w ciągu ostatniego miesiąca rozmawiała z nią na tyle dużo ( i wcale nie były to rozmowy o synu Wenus ), że skończyły jej się tematy.
Kiedy rozległo się skrzypienie celowo nienaoliwionych drzwi wejściowych, siedząca bliżej wyjścia Cherry wstała i wyjrzała, żeby zobaczyć, kto wszedł do ambulatorium. Lekko unosząc brwi wycofała się z powrotem do pokoju i poklepała Eli po ramieniu.
— Lepiej ty idź — powiedziała, z powrotem siadając na wytartym fotelu.
Dziewczyna, lekko zdezorientowana, odłożyła karty na stolik i wstała, kierując się na główną salę. Zerknęła w dół, zauważając, że ma rozwiązaną sznurówkę. Kiedy podniosła głowę, stała dwa metry przed Kalem.
Najpierw zwróciła uwagę na to, że nerwowo bawi się jednym z licznych pierścionków i najwidoczniej się stresuje. Potem w końcu spojrzała mu w twarz, widząc niechlujnie związane włosy i niemalże brak makijażu. Poczuła słaby błysk nadziei, że może przez cały ten czas Kal nie miał jej głęboko gdzieś. Albo był chory. Mógł też być chory i się przejmować, albo mieć całkowicie inne wytłumaczenie. Na pierwszy rzut oka mogła zobaczyć, że się stresuje. Ale o co on w ogóle spytał?
Eli była wdzięczna za jego słowa. Każdy czasami lubi usłyszeć, że komuś zależy na znajomości z nim, a ona naprawdę tego ostatnio potrzebowała. Miętosiła w dłoniach opakowanie z resztą tabletek, które oddał jej Kal, zastanawiając się, co powinna mu odpowiedzieć. A raczej jak dużo powinna powiedzieć.
— Mi też zależy na naszej… Przyjaźni. Bardzo. Po prostu ostatnio stwierdziłam, że może chciałbyś trochę czasu dla siebie, bo wcześniej cały czas wisiałam ci na ramieniu i nie wiem, miałam wrażenie, że masz tego dość. Poza tym ja sama musiałam pomyśleć — dodała, odchrząkując. Czuła, że sama się stresuje, a jej serce zaczęło nieco szybciej tłuc się w klatce piersiowej.
Kal spojrzał na nią przelotnie, zapewne ciesząc się, że ona sama spuściła głowę.
— Nie miałem dość ciebie, tylko wszystkiego innego — mruknął w końcu.
Eli uniosła wzrok. W końcu usłyszała odpowiedź na coś, co męczyło ją jeszcze przed tym całym niewypałem, jakim były urodziny Kala. Często bała się, że jej obecność męczy chłopaka, bo takie przypadki się już przecież zdarzały. Starała się hamować, ale finalnie i tak nie potrafiła być kimś innym. Koniec końców zawsze była sobą i poczuła ulgę na wieść, że Kalowi to nie przeszkadza. W końcu mogła poczuć, jak swego rodzaju ciężar opada z jej ramion i znowu mogła się bez problemu wyprostować.
— Dlatego musimy rozmawiać, Kal. Żeby nie było żadnych nieporozumień i… niedopowiedzeń — powiedziała, jej głos nieco zmiękł.
Niedopowiedzenie wisiało między nimi od pewnego czasu, i to takie całkiem spore. Eli czasami miała ochotę powiedzieć mu wszystko w przypadkowym momencie, żeby w końcu wyrzucić to z głowy, ale za bardzo bała się konsekwencji. Bała się, że Kal od niej ucieknie, i tym razem już nie wróci. Bała się, że całkowicie go straci, czego przecież mogła w prosty sposób uniknąć.
— Ale dziękuję, że w końcu zdobyłeś się na rozmowę. To dużo dla mnie znaczy i… no, to dużo dla mnie znaczy — dodała szybko, chcąc pozbyć się zalegającej ciszy, zbyt mocno nasyconej tym, co nie zostało wypowiedziane.
A powinno być.
Kal?
───
[833 słowa: Elianne otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia