Poprzednie opowiadanie
Przytaknął. Dopiero po chwili zorientował się, co usłyszał.
— To Nowy Jork nie jest jakoś mega wielki? — zapytał ze zdziwieniem widząc, jak Sony nadal siedzi z wielkim bananem na twarzy.
— No, trochę jest — wzruszyła ramionami. — Ale są większe miasta.
— I wy macie jakieś stałe miejsce spotkań? — dopytywał, coraz bardziej zaniepokojony. — W sensie, z tym księdzem.
— Nie — wyszczerzyła się. — Dlaczego?
— Fajnie — uśmiechnął się niepewnie, zastanawiając nad słusznością swoich wyborów. Nie tylko dzisiejszych. Uznał tą sytuację za idealny moment na przemyślenie całego swojego życia. Doszedł jednak do tygodnia wstecz, kiedy jego myśli zawędrowały po raz kolejny do geografii Stanów Zjednoczonych. — Ej.
— Hm?
— Bo ty mu powiedziałaś, że spotkamy się gdzieś w Nowym Jorku, nie?
— No, tak. I co? Znajdziemy się, nie pierwszy raz—
— Dobra, wiem — przerwał. — A my teraz gdzie jesteśmy?
Sony wyjrzała za okno, a Mikołaj razem z nią.
— Jeszcze na Long Island — stwierdziła.
— A Long Island nie jest w Nowym Jorku?
Mikołaj zadając to pytanie czuł się tak, jakby zamienił się miejscami z tymi Amerykanami, którzy myślą, że Europa jest w Rosji, a Francja nie istnieje. Chociaż to drugie byłoby akurat całkiem fajną opcją. Trybiki w głowie Sony również musiały działać, bo nawet ona po raz kolejny została uciszona głupim pytaniem chłopaka.
— No, jest. I co?
— To skąd wiesz, że ten Alan, czy jak mu tam było—
— Adam.
— Nieważne. Jak chcesz to ogarnąć w Nowym Jorku, jak jesteśmy w Nowym Jorku?
— To inny Nowy Jork.
— Są dwa Nowe Jorki? — zdziwił się Mikołaj. Wrócił do kwestionowania życiowych decyzji — tym razem padło na wybór rozszerzenia z geografii w liceum. Co prawda wytrwał na nim tylko pierwszą klasę, ale i tak chyba wypadało, żeby znał podstawy podziału politycznego. O politycznym podziale Stanów Zjednoczonych nie miał zielonego pojęcia, ale za to wiedział, że w tej chwili pod nimi znajdują się gleby brunatne, a patrząc za okno mogą podziwiać piękne cumulusy. I że prąd morski między Australią a Peru zmienia kierunek w Boże Narodzenie, co zdecydowanie ma wpływ na otwarcie sklepów rybnych w Rosji.
— No, Nowy Jork jest w Nowym Jorku. To tak jak Ameryka jest w Ameryce. Proste, nie?
— Zajebiście proste — podsumował Mikołaj. — A ta Minnesota też jest w Minnesocie? — zaśmiał się, ciągnąc temat już trochę na siłę.
— Co? — zdziwiła się Sony. — Nie, nie! W Minnesocie nie ma Minnesoty… chyba. Znaczy, Minnesota jest Minnesotą. — Ale chyba jest jedna.
— Dobra, nieważne — zrezygnował. Chciał obrócić brak własnej wiedzy w żart, ale brakło mu pomysłu na ciągnięcie go. — Kiedy wysiadamy?
— Za chwilę. Koło takiego czerwonego budynku — ponownie wyjrzała za okno, próbując zorientować się w terenie. — Albo to był następny? Nie, wiem! Za mostem. Z pociągu będzie koło budynku. Ale to w sumie zobaczymy.
— Za mostem, okej… — powiedział bardziej do siebie, niż do towarzysza.
Wytrzymali minutę w ciszy, która ewidentnie im przeszkadzała. Wyglądali jak dwójka pierwszoklasistów, która nie jest w stanie wytrzymać czterdziestu minut w szkolnej ławce i nieustannie musi się wiercić, stukać palcami i machać nogami. Sony otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale w dokładnie tym samym czasie zrobił to Mikołaj.
— Ej—
— Ej, a tak w sumie, to jak ty masz na imię? Jak już mówiłaś, to wybacz, musiałem nie wyłapać.
— So— wysiadamy! — Sony zorientowała się, że przegapiła charakterystyczny punkt za oknem i autobus właśnie zatrzymywał się na ich przystanku. Czym prędzej wstała z miejsca i ponagliła Mikołaja. — Szybko!
Ściśnięty tłum w autobusie utrudniał pasażerom przedostanie się z jednej części pojazdu, na tą drugą. Na szczęście nastolatkom w ostatniej chwili udało się przedostać do drzwi, wysiąść na przystanek i, miejmy nadzieję, niczego nie zapomnieć. Sony poprawiła ułożenie kabla, który najwidoczniej musiał się zruszyć i mocniej ścisnęła urządzenie w dłoni. Mikołaj zawiesił wzrok na odjeżdżającym autobusie, a gdy ten zniknął, rozejrzał się dookoła.
— Ale tu syf — zaśmiał się.
— Na peronie będzie gorszy — wzruszyła ramionami Sony, ruszając przed siebie.
— Czyli nazywasz się "Wysiadamy Szybko"? — zażartował Mikołaj, dotrzymując jej kroku.
— Co? — zdezorientowana twarz Sony odwróciła się w jego stronę, wyraźnie analizując słowa chłopaka. — Nie, skąd ten pomysł? — uśmiechnęła się niepewnie.
— Nie ważne, zapomnij — zaśmiał się niepewnie, odwracając wzrok. — To miał być żart. Bo wiesz, powiedziałaś…
— A! Okej! — przerwała mu, a ogromny uśmiech wrócił na jej twarz. — Jestem Sony!
— Zapamiętam — zapewnił. Nie wiedział, co jeszcze dopowiedzieć. Chciał dodać coś w stylu "miło poznać", ale przecież poznali się kilka godzin temu. To nie miałoby sensu. — Jak to się pisze?
— S-o-n-y, jak to studio od Spidermana, czy czegoś tam — powtórzyła słowa z wcześniej. — Cztery literki.
— Nie oglądałem Spidermana — stwierdził Mikołaj, próbując mimo wszystko sobie przypomnieć. — A to nie był Marvel?
— Marvel? Hm, może. Ale to nie brzmi jak Sony — odpowiedziała wesołym tonem. — Jeszcze były jakieś Łowczynie Kpopowych Demonów…
Mikołaj nadal próbował przypomnieć sobie, z czym skojarzyć imię Sony. W jego oczy rzucił się pokiereszowany szkicownik, wystający z niedopiętego plecaka zielonowłosego. Oświeciło go.
— Wiem! — krzyknął, po sekundzie orientując się, że są w miejscu publicznym. Ściszył głos. — Była taka aplikacja do rysowania od firmy sony! Sony Sketch, czy jakoś tak. Dobrze kojarzę?
— Eee chyba?
W tym czasie dotarli na peron kolejowy, który okazał się być całkiem blisko. Weszli na platformę, a Mikołaj po raz kolejny zaczął rozglądać się po otoczeniu.
— Widzisz? Mówiłam, że syf — Sony skomentowała wygląd peronu i podeszła do rozkładu. — To teraz musimy znaleźć… okej… i pojedziemy tam… — mówiła do samej siebie, pod nosem.
— A nie możemy po prostu pojechać pociągiem stąd do Minnesoty? — zapytał Mikołaj, szukając takiego połączenia. Sony spojrzała na niego zdziwiona.
— Możemy, ale po co sobie utrudniać?
Sony?
────
[889 słów: Mikołaj otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]