LATO
Czy Arisu chciała pomóc w organizacji Ludi Romani? Nie, za żadne skarby. Gdyby Cherry nie przypomniała jej, że to już ten moment i faktycznie trzeba zacząć coś robić, to pewnie nawet by o tym za bardzo nie pamiętała. Miała dużo ważniejsze sprawy na głowie.
Jakie były to sprawy? Cóż, na pewno coś by wymyśliła, gdyby ktoś miał pytać o konkrety. Musiała przecież, na przykład, dalej pilnować tego pofarbowanego na niebiesko idioty, który dalej jakimś cudem nie wyleciał z Obozu Jupiter. Mogła mieć bardzo ważne spotkanie z bratem, w końcu dalej widywała się z nim raczej rzadko. Mogła być potrzebna przy czymkolwiek innym niż organizacja Ludi Romani.
Więcej: innym niż organizacja Ludi Romani w towarzystwie Cherry. Chyba wolała już sprzątać kible. Sama, nie w towarzystwie Atlasa.
Tu nawet nie chodziło o to, że Arisu jakoś wyjątkowo nie lubiła Cherry. Nie lubiła jej tylko czasami i zazwyczaj były to te momenty, kiedy musiała się przed nią tłumaczyć, słuchać opieprzu za coś, czego winowajcą był Atlas, albo kiedy po raz kolejny została przydzielona do pracy z tym debilem. Gdyby faktycznie poświęciła chwilę, by się nad tym zastanowić, to doszłaby do bardzo logicznego wniosku, że jej niechęć nie jest tak naprawdę niechęcią do samej centurionki.
To po prostu rozciągająca się na innych niechęć do Atlasa. Niestety, nigdy nie znalazła chwili, by się nad tym zastanowić.
Teraz kiedy weszły we dwie do magazynu, myślała tylko o tym, czy może jakoś się z tego wymigać. Przecież to nie mogło skończyć się dobrze. Arisu naprawdę nie lubiła pracy w grupie, do tego nie miały dobrej relacji, a Cherry pewnie uważała ją za nieodpowiedzialną (Arisu chciała, ale nie mogła jej winić).
Przeniosła wzrok ze stojącego w kącie, starego kartonu na Cherry, ale nie odpowiedziała jej od razu. Zamiast tego podeszła do innego pudła, kucając przy nim i otwierając je bez większego przekonania.
– Raczej nie bardzo – odpowiedziała, teraz patrząc już na cokolwiek, byle nie na dziewczynę.
Nie była pewna, czy ją tym rozczarowała. Miała nadzieję, że nie, bo nie odpowiadała złośliwie. Nie czuła, by miała jakiekolwiek predyspozycje, by mówić o dekorowaniu i dawać jakiekolwiek rady. Oczywiście, wiedziała, jak ten festiwal wyglądał rok, dwa, a nawet trzy lata temu, ale ta wiedza nie wydawała jej się szczególnie przydatna – nie mogły raczej zrobić dokładnie tego samego. To raczej nie wpłynęłoby pozytywnie na wizerunek kohorty.
Odgarnęła leżącą na wierzchu, poplątaną girlandę z proporczykami, zaglądając głębiej do kartonu, ale jego zawartość nie była w żaden sposób inspirująca. Sama uznałaby, że są to po prostu śmieci, o których ktoś zapomniał, albo które po prostu bał się wyrzucić.
– Nie jestem szczególnie kreatywna. Ani artystyczna – dodała, nagle czując potrzebę usprawiedliwienia się, chociaż przecież Cherry nie zdążyła jeszcze nic jej zarzucić. Może nawet nie zamierzała nic jej zarzucać.
W końcu na nią spojrzała, prostując się i odruchowo otrzepując spodnie. Centurionka zajęta była jakimś innym kartonem.
– A ty?
Cherry zastanowiła się chwilę, patrząc po półkach. Czy faktycznie mogła widzieć wśród tego bałaganu coś przydatnego? Arisu nie chciała w nią wątpić, ale to, ile badziewia walało się wokół nich, samo w sobie było wystarczającym powodem do wątpliwości. Nie było to złośliwe w stosunku do samej Cherry. Arisu miała wrażenie, że nawet na jej twarzy na chwilę też pojawiło się zwątpienie.
– Chyba muszę najpierw zobaczyć, co jeszcze tutaj znajdziemy.
Arisu skinęła ostrożnie głową, ledwo powstrzymując grymas. Spodziewała się tej odpowiedzi, a i tak poczuła się, jakby dostała właśnie wyrok śmierci. Sama też jeszcze raz rozejrzała się po magazynie.
Pudło. Drugie pudło. Jakieś zwinięte banery wciśnięte w wolne miejsce pod ścianą. Drzewce do chorągwi, ustawione pod takim kątem, że spadając na pewno kogoś by zabiły, a do tego w taki miejscu, że zdecydowanie zbyt łatwo mogły spaść. Albo to Arisu była zbytnią perfekcjonistką – to też mogła być prawda.
Dalej stało jeszcze więcej pudeł. Z jednego wystawał gruby materiał chorągwi, kilka było zamkniętych. Uniosła głowę, by spojrzeć na te poustawiane wyżej kartony i jakieś kolejne materiały, do których nie miała szans sięgnąć bez drabiny.
– To… Ja zajmę się resztą tych na dole, a ty weźmiesz te wyżej? – zaproponowała, bo sytuacja była wystarczająco niezręczna bez dyskusji o wzroście i kompleksach.
Cherry przystała na tę propozycję, ale jeszcze przez chwilę obie stały w bezruchu w tych samych miejscach. Dopiero po chwili Arisu westchnęła z rezygnacją, pochylając się nad kolejnym pudłem. Kątem oka widziała, że Cherry też zabiera się za przeglądanie kartonów.
Czy była równie niezadowolona? Arisu nie potrafiła tego ocenić. Wydawało jej się, że każdy normalny człowiek byłby niezadowolony z tej roboty, ale tu znowu pojawiało się pytanie, czy Cherry zaliczała się do takich ludzi. Dalej pozostawała centurionką w Obozie Jupiter, a to nie mogło dobrze wpływać na czyjś stan psychiczny. Arisu użerała się z Atlasem i miała dość, nie chciała nawet myśleć o tym, jak źle jest, gdy ma się pod sobą więcej niż jednego takiego debila. Przeszło jej przez myśl, że sama może należeć do tego grona debili i poczuła ukłucie irytacji.
Nie, nie mogło tak być. Winowajcą wszystkich problemów, które sprawiała, zawsze był Atlas. Chociaż dalej się o nie obwiniała, bo miała go pilnować i szło jej to fatalnie, to nie mogła zrównać się do jego poziomu. Musiała po prostu być skuteczniejsza w zapobieganiu takim sytuacjom. Albo w końcu go zabić, co byłoby prawdopodobnie najskuteczniejszym rozwiązaniem, które przy okazji pozbawiłoby ich problemu i było korzystne dla wszystkich.
Oczywiście, mogła o tym marzyć, ale wiedziała, że to nie jest opcja. Nie mogła wszystkiego rozwiązywać morderstwem.
Przecież jak już w końcu opuści Obóz Jupiter (a przecież opuści. Musi opuścić), to jako kapitan będzie musiała radzić sobie z gorszymi przypadkami i gorszymi sprawami. I na pewno będzie to robić skuteczniej, niż robią to władze w obozie.
Wzięła w ręce jeden z wieńców laurowych. Starała się robić to delikatnie. Wyglądał na stary, był już podniszczony i nie mogła wyczuć zapachu. Zbliżyła go do twarzy, ale to też nie pomogło. Przetarła jeden z liści wawrzynu między palcami. Też nie dało żadnego skutku.
Odłożyła wieniec na miejsce, tak samo ostrożnie, jak wcześniej go podnosiła. Ręce zadrżały jej, kiedy go puszczała i przez chwilę było jej głupio.
Już Shayel lepiej dbał o stan suszonych liści laurowych, a przecież był tylko śmiertelnikiem.
– Znalazłaś coś?
Przeniosła wzrok na Cherry i pokręciła głową.
– Na pewno nic ciekawego. – Wyprostowała się. Cherry stała przy jednym z regałów, z jedną dłonią opartą na kartonie. Arisu wychyliła głowę, próbując zajrzeć do środka. – A ty?
W końcu poddała się i podeszła kilka kroków do przodu. – Tutaj są rozety dekoracyjne, a w tym dużym kartonie więcej proporczyków.
W końcu odważyła się stanąć obok Cherry i zajrzeć do jeszcze kolejnego pudła. Było w nim jeszcze więcej serpentyn i girland. Sięgnęła po nie, przeplatając cienki sznurek między palcami.
– Część rzeczy jest dość stara. Powinnyśmy upewnić się, że wybieramy takie, które jeszcze nie sparciały – mruknęła, nie patrząc na dziewczynę. Nie chciała wchodzić w rolę ekspertki, bo w dalszym ciągu zdecydowanie nią nie była.
Ale pamiętała dekorowanie imprez z czasów, gdy podróżowała z ojcem i Shayelem. Pamiętała, że ojciec uczył ją jak dbać o trwałość materiałów, jak je przechowywać i konserwować. Pamiętała, jak krzyczał na Shayela, kiedy ten łatał kolejną dziurę na torbie, i jak kazał im sprawdzać stan lin, czy na pewno żadna nie jest przetarta.
Przy tylu festiwalach i świętach to wszystko musiało się niszczyć. Nie wiedziała nawet, jak często wymieniane są dekoracje.
Gdzieś między girlandami i serpentynami zaplątała się tuba z konfetti. Przełożyła ją na bok, tylko po to, by zobaczyć obok niej taką samą, tylko że z brokatem.
Nigdy z własnej woli nie użyła brokatu. Teraz nawet nie chciała go dotknąć. Odsunęła się jak rażona piorunem.
– Czy… Konfetti i brokat to obowiązkowa część świętowania? – zapytała, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Wiedziała, że jeśli odpowiedź będzie twierdząca, to ze sprzątania po Ludi Romani na pewno będzie musiała się wykręcić. I znaleźć jakiegoś naiwniaka, który te upierdliwe dekoracje rozłoży za nią. Już nawet wiedziała, kto byłby tym naiwniakiem.
────
[1300 słów: Arisu otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]