LATO
Ostatnią rzeczą, jaką widziała Erin, zanim jej (już i tak ograniczony) wzrok przysłoniła największa chmura kurzu w historii domku numer dwadzieścia, był Ashton rzucający się na Niketasa niczym niezdarny dziki kot, albo dzik. Następnie zamiast w swoją ofiarę, znaczy grupowego, trafił całym ciałem w jedną z wielu półek z książkami i bogowie wiedzą, z czym jeszcze, a potem wszyscy zaczęli dusić się kurzem, pozbywać się go z układu oddechowego i odgarniać rękami, jakby to cokolwiek miało dać. Wszyscy poza Joshuą, który obudził się, zafascynowany sztucznymi ogniami, które (jak miała nadzieję Erin) tylko mu się przyśniły. Córka Hekate nie chciała tego mówić na głos, ale nie była pewna, czy zaraz coś nie wybuchnie, a oni nie zginą mało heroiczną śmiercią, pożarci przez ogień.
— Co tu się- — z głębi domku wynurzyła się Rosalie, grupowa dwudziestki. Złapała kontakt wzrokowy typu „kim wy kurwa jesteście i co wy kurwa zrobiliście” z całą trójką, zerknęła jedynie kątem oka na wciąż śmiejącego się Joshuę, po czym rzuciła, że nie wróci, dopóki nie będzie posprzątane, choćby miała spędzić noc w lesie, i w akompaniamencie dramatycznego skrzypienia drzwi wyszła na zewnątrz.
— Za to — Niketas ruchem ręki objął cały ten bajzel — zapłacisz podwójnie, ty mały g- — zanim dokończył, Ashton znów spróbował go zaatakować (chłopak ewidentnie ma problemy z agresją, chociaż nie wygląda), ale tym razem Erin zdążyła w porę złapać go za koniec koszulki, bo znów nie wyhamowałby przed kolejną półką.
— To jest oszustwo! — młodszy Hermesiak przyjął wielce obrażony ton głosu i pozycję, ale na nikogo się nie rzucił.
— No i co???? Oboje mamy oszustwo we krwi, amatorze. A poza tym, jakby na to spojrzeć, wcale cię nie oszukałem, po prostu nie powiedziałem ci, ile masz zapłacić. Powinieneś się domyślić, że za darmo nic nie ma — Niketas wzruszył ramionami, ale chyba nie zauważył, że nie mówi w stronę brata, a do ściany. Po chwili zdjął pokryte kurzem okulary i wytarł je o koszulkę, by cokolwiek widzieć.
— Ale to twoja wina!
— Jakbyś mi nie podskakiwał, nic z tego by się nie stało — starszy syn Hermesa ewidentnie nie zamierzał ustępować młodemu.
Erin próbując uniknąć bratobójstwa, wtrąciła, że w sumie to i tak wypadałoby tu posprzątać, bo nikt nie robił tego od… odkąd czarownice były jeszcze palone na stosach.
— Cudownie, tania siła robocza się przyda. Ashton — Niketas wskazał palcem na brata, który już prawie otworzył usta, pewnie po to, by oznajmić, że wcale nie ma tak na imię, jednak grupowy znów był szybszy. — Jeśli posprzątasz to na błysk, zastanowię się i może pozwolę ci zapłacić jedynie trzy czwarte ceny więcej. Ale nic nie obiecuję.
— A jak posprzątam cały dom? — Ashton wydawał się pogodzony z przegraną.
— NIE! — Erin sama siebie zaskoczyła nagłą reakcją. — Nie jestem półbogiem godzinę, żeby pozwolić agresywnemu i wkurwionemu dzieciakowi Hermesa grzebać w rzeczach. A nawet gdyby, i tak musiałbyś zapłacić — dodała, zanim zrobił to Niketas, który pokiwał głową, bawiąc się guzikiem koszuli.
— Weź sobie tego tam do pomocy, jeśli ci się uda — grupowy wskazał na Joshuę, który w tej chwili wciąż leżąc, wyciągał ręce w stronę sufitu i wykonywał nimi niezidentyfikowane znaki jak jakiś Wiedźmin z Temu.
— Podziękuję — wymruczał młody, widząc, że nic nie wskóra w dyskusji ze starszym bratem.
— No, to do roboty — rzucił Niketas, po czym z dłońmi splecionymi za plecami, niczym szef korporacji robiący obchód po biurze, podszedł do gara z miksturą. — Trochę kurzu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, co nie?
— Alergikom pewnie tak… — syn Hermesa spojrzał na nią wymownie, jakby miała w żadnym wypadku nie kończyć tej myśli. — …będziemy musieli dodać do listy alergenów, tak na wszelki wypadek. Ale myślę, że są tu już bardziej szkodliwe rzeczy.
— Właśnie, nie mamy listy alergenów… — pośpiesznie wyciągnął (zakurzoną) książkę z krzyżówkami z kieszeni, i zaczął pisać coś na ostatniej stronie. — To będzie najbardziej komiczna lista alergenów w historii czarnego rynku — oznajmił z dumą w głosie.
— Z całą pewnością — dziewczyna przytaknęła temu jakże oczywistemu faktowi (nie żeby kiedykolwiek miała do czynienia z czarnym rynkiem), uwierzyła w doświadczenie Hermesiaka. Erin spojrzała na blat. Nie podobało jej się, że słoiczki z brokatem dalej tam są. Trochę obawiała się, że jak zaraz ich stamtąd nie weźmie, to kolejne z nich skończą w kotle, wzięła się więc za sprzątanie miejsca pracy.
— Zakładam, że masz już jakiegoś niewolnika od etykiet? — zagadała Niketasa, który właśnie przestał notować, cokolwiek notował.
— Czytasz mi w myślach, czy co? Właśnie miałem po niego iść — z tymi słowy podszedł w stronę drzwi. — Mówię ci, będą zajebiste. Już ja tego dopilnuję.
— Zostawiasz mnie z- — zanim dokończyła pytanie, drzwi zdążyły już zatrzasnąć się za chłopakiem.
— Ej, a to nie te sztuczne ognie, o których gadał tamten? — Ashton spytał po chwili. Erin spodziewała się, że robi sobie z niej jaja, ale dzieciak rzeczywiście z zaciekawieniem, czy raczej chęcią kradzieży, oglądał paczkę sztucznych ogni.
— Skąd ty to-?
— Służyły chyba jako zakładka w jakiejś dziwnej książce.
────
[790 słów: Erin otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
