ZIMA, ROK TEMU
— A ja mam lepszy pomysł — odparł, po chwili krótkiego namysłu. — Ty pójdziesz w lewo, a ja w prawo.
Poczuł na sobie wzrok Caroline, jednak nie odważył się spojrzeć na jej twarz. Nie chciał, żeby skończyło się to wybuchem śmiechu - chciał przecież brzmieć poważnie.
— Tak czy siak zgubimy się i umrzemy, przynajmniej nie będę musiał cię słuchać — wzruszył ramionami i odwrócił się na pięcie.
— Spierdalaj — podsumowała. — Zawracamy.
— No a co ja robię? — spytał ironicznym tonem, podchodząc do jednego z drzew.
W panującym półmroku Caroline widziała kształt Mikołaja, który ułamuje z drzewa metrową gałązkę. Chłopak oczyścił patyk z mniejszych patyków i zaczął wywijać nim dookoła siebie, jakby walczył mieczem. Nie wykazywał przy tym szczególnej ostrożności i zainteresowania otoczeniem.
— Uważaj! — odskoczyła ze strachu, że zaraz stanie się ofiarą drewnianego wannabe mieczyka. Miała zamiar dodać coś jeszcze, ale powstrzymał ją ból w kostce, który postanowił o sobie przypomnieć po nagłym ruchu.
— Znalazłem broń, nie narzekaj — wzruszył ramionami.
— Ten badyl? — uniosła brew, nie będąc przekonana.
Mikołaj przewrócił oczami i zrobił kilka kolejnych wymachów prowizorycznym mieczem. Nie była to co prawda broń idealna, ale lepsza taka niż żadna, prawda? Nie rozumiał, w czym Caroline widzi problem. Może to jakieś zboczenie dzieci Aresa. A może po prostu ona była dziwna. Z resztą, prawdziwy miecz w jego rękach nie byłby dużo bardziej przydatny od tej gałązki. Nią przynajmniej nie mogli się pokaleczyć.
Ruszyli przed siebie, nie odzywając się ani słowem. Zimno dawało o sobie znać coraz mocniej, a zapadająca ciemność zdecydowanie nie poprawiała ich sytuacji. Najgorsza była jednak cisza. Okropna, przerażająca cisza, zakłócana jedynie krokami tej dwójki.
— Zatrzymaj się — rozkazał dziewczynie.
Caroline spojrzała na niego zdziwiona, ale wykonała polecenie.
— Po co?
— Cicho bądź.
Mikołaj wstrzymał oddech i próbował wsłuchać się w las. Przy odrobinie szczęścia cicho liczył na odgłosy z obozu, jednak głównie chciał skupić się na zwierzętach. Przypomniało mu się, że jako syn Dionizosa, powinien w jakimś stopniu móc porozumieć się z leśnymi stworzeniami. Może udałoby mu się dogadać z jakąś myszką na tyle, że wskazałaby mu drogę? Jak na złość, nie usłyszał ani najmniejszego szmeru. Jakby cały las umarł.
— Długo jeszcze? — niecierpliwiła się Caroline. — Zamarzam.
— Nie… — odparł zawiedziony. — Idziemy.
Wyjął z kieszeni lewą rękę, złapał nią patyk, a w zamian włożył do kieszeni prawą, aby tym razem ona mogła się ogrzać. Po paru sekundach jednak zmienił zdanie i szybkim ruchem odrzucił patyk gdzieś na bok, założył kaptur, a następnie obie ręce umieścił w kieszeniach.
— I gdzie ta twoja cudowna broń? — zaśmiała się dziewczyna.
— W dupie — wzruszył ramionami. — Co nas niby zaatakuje? Twój stary?
— A żebyś się nie zdziwił — odburknęła i zaniepokojona spojrzała w niebo. Oby Ares miał dobry humor.
— Nie miałem na myśli… jego — Mikołaj dopiero po chwili zorientował się, z kogo zażartował. Nagle wizja ataku przez ojca Caroline stała się aż zbyt wyraźna. — Raczej chodziło mi o no… tego drugiego, no wiesz. Jeśli go masz. Jeśli nie, to o takiego teoretycznego. Ale nie Aresa. Broń boże. Brońcie bogowie? Broń Aresie… No, to było tak czysto teorety- — zaczął się tłumaczyć w tempie, którego pozazdrościłaby mu niejedna katarynka.
— Nic już, kurwa, nie mów — przerwała mu Caroline stanowczo.
— Prze- okej.
Dziewczyna zgromiła go wzrokiem, ale zdecydowała się nie odzywać.
— Kojarzysz to miejsce? — zapytała w końcu, gdy po paru minutach po raz kolejny się zatrzymali.
Mikołaj nie odpowiedział. Rozejrzał się jedynie dookoła, co w ciemności i tak niewiele mu dało.
— Pytałam o coś — powtórzyła z irytacją.
— Miałem być cicho — powiedział takim tonem, jakby miał pięć latek i obraził się na mamę, że nie kupiła mu lizaka w sklepie. Caroline westchnęła.
— Japierdole — skomentowała. — Chcesz stąd wyjść?
— Ta, znam to miejsce jak własną kieszeń — odpowiedział ironicznie. — Tu mieszkają wiewiórki, tu rosną szyszki, a tam stoi bałwan — pokazywał rękami przypadkowe miejsca.
— Ale śmieszne. Super. A serio?
— A serio, to jest ciemno jak w dupie.
— Nie zauważyłam.
— Ciekawe czemu, może dlatego, że nic nie widać? — spytał zirytowany. Nie chciał kłócić się z dziewczyną, ale musiał przyznać, że działała mu na nerwy. Spodziewał się, że on jej również, więc przynajmniej byli kwita.
— Ale, kurwa, zabawne — burknęła, ruszając przed siebie na oślep. Liczyła na szczęście.
— Ale prawdziwe! — zawołał za nią Mikołaj i czym prędzej za nią poszedł, nie chcąc zgubić dziewczyny w ciemnościach.
Szli tak może dwie minuty, kiedy Mikołaj zorientował się, że coś się zmieniło. Miał wrażenie, że uklepana ścieżka stała się miększa, a drzewa coraz gęstsze. Jakby na potwierdzenie jego słów, Caroline przeklęła pod nosem. Możliwe, że przed bliskie spotkanie z jakimś dębem, czy innym bukiem.
— Nie chcę cię martwić, ale chyba zeszliśmy ze ścieżki — zauważył.
— Dzięki, zdążyłam poczuć — odparła niezadowolona. Nie widział tego, ale dziewczyna właśnie rozmasowywała czoło, zaatakowane przed sekundą przez gałąź.
— I co teraz? — zapytał z niepokojem, stając w miejscu.
Caroline również się zatrzymała. Rozejrzała się dookoła jakby w nadziei, że nagle las się rozjaśni, jej ukaże się droga do obozu.
Mocniejszy podmuch wiatru poruszył koronami drzew i zawył głośniej, przyprawiając nastolatków o dreszcze. Niepewnie spojrzeli w górę. Mikołaj zaczął się zastanawiać, czy niebo jest zachmurzone, czy zasłonięte przez korony drzew. Brak gwiazd mocno go niepokoił.
— Będzie padać? — zaniepokoiła się dziewczyna.
— Nie powinno — odpowiedział, próbując przypomnieć sobie wiedzę z lekcji geografii. Pamiętał, że deszcz i burze częściej występują w lecie niż zimie, przez jakieś różnice temperatur, czy coś, ale była to wiedza z Polski. Może w Ameryce pogoda działa inaczej? — Oby.
— Jak będzie burza, to przynajmniej pioruny rozjaśnią nam drogę — zaśmiała się. Był to jednak raczej śmiech z rozpaczy, niż rozbawienia.
— Nie będzie — odparł szybko, chcąc uspokoić sam siebie. Teraz to już nie był wystraszony, a przerażony. — Nawet tak nie mów. W zimie nie ma burz.
────
[916słów: Mikołaj otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]
