ZIMA
W głębi duszy spodziewała się takiego obrotu spraw, nie ufając Kai, że ją posłucha. Zdążyła przekonać się, jak ta kobieta potrafi być nieokrzesana, a nie było to nic, za co mogłaby dać jej oficjalną reprymendę. Powstrzymała się od niecenzuralnych słów, uśmiechając się do policjantów. Musiała zachować wizerunek przykładnej, skrupulatnej menadżerki, która potrafiła panować nad sytuacją i zarządzać restauracją, szczególnie przy klientach, którzy oglądali się na odzianą w mundury dwójkę.
— Wiecie co? Był to fałszywy alarm — powiedziała Oriana jednak, stwierdzając, że nie chce wszystkiego roztrząsać.
— Nie możecie tak po prostu sobie nas wzywać i potem mówić, że to fałszywy alarm — fuknął wściekle wysoki mężczyzna.
— Po prostu… wyszło — rzuciła ostrzegawczy wzrok Kai — małe nieporozumienie. Przepraszamy was.
— Nie będziemy teraz ignorować zgłoszenia. — Uparł się, a towarzyszący mu Edgar przewrócił za nim oczami tak, że zarówno Kaya, jak i Oriana mogły to zobaczyć. — O co chodzi z tą kradzieżą?
Mówił coraz głośniej, przez co kobieta oblała się czerwienią ze wstydu. Goście przysłuchiwali się rozmowie, udając, że delektują się daniami.
— Sprawa wewnętrzna — niemal wyszeptała. — To znaczy… jeszcze jest niejasna, no i… — Zaplątała się w swoich słowach, niepewna, co chce powiedzieć.
— Teoretycznie mamy obowiązek, aby teraz zająć się zgłoszonym wykroczeniem — odezwało się nagle Edgar, uśmiechając się durnowato, aż krew zawrzała w Orianie. — Czemu nie chcesz, abyśmy się tym zajęli, ukrywasz coś, kochana?
Nie miała ochoty na takie prowokacje w tamtej chwili i gdyby nie byli przy ludziach, bardzo chętnie by jeno uderzyła. Uwielbiało wprowadzać jeszcze większe zamieszanie we wszystko, co tylko możliwe i nie chciała na to pozwalać, będąc sama jak kołek, bez kierowniczki, niosąc na sobie odpowiedzialność za dwójkę nowych pracowników, organizowanie przyjęć, ogarnianie dostaw, a teraz jeszcze próbując kontrolować nietaktowne poczynania Kai.
— Mieliście w ostatnich miesiącach dużo wezwań — stwierdziło Edgar. — Jak ty nad tym panujesz?
Kaya z każdą sekundą coraz bardziej marszczyła brwi, gdy jeno słuchała. Nie ukrywała swojego skrzywionego wyrazu twarzy, który spostrzegło Edgar, rzucając jej lekki, irytujący uśmiech.
— Mam rację?
— Ta-… Nie — burknęła, jakby ją zatkało, porażając jeno spojrzeniem.
— Ta, chociaż tu masz rację — milczący przez chwilę, drugi policjant, zwrócił się bezpośrednio do Edgar. — Zaginięcia waszych pracowników, nawet morderstwo, teraz kradzież. Nie pracuje u was ktoś, kto może być za to odpowiedzialny? Nie uważacie, że to trochę śmierdzi, i nie mam na myśli tego smrodu sfajczałego grilla?
Oriana, osaczona, pomachała głową na boki, jeszcze bardziej się spinając przez rzucane w jej stronę oskarżenia.
— Skoro tak bardzo chcecie się tym zajmować — mruknęła, chcąc się ich pozbyć, odwracając kota ogonem. — Tylko że nie mam nawet dostępu do kamer, więc jesteśmy gołosłowne.
— Zaraz możesz mieć.
— Nie, Edgar, kur- — Ugryzła się w język. — Nie mogę nic zrobić bez zgody kierowniczki.
Cała czwórka gapiła się niezręcznie na siebie przez parę sekund, jakby każdy zapomniał, jakie miał kwestie do powiedzenia w owej scenie i szukał pomocy w innych osobach. Restauracja zganiała na siebie same podejrzewania od dłuższego czasu — była to prawda. Głównie dlatego nie podobało jej się to, co zrobiła Kaya, nawet jeśli chciała dobrze. Nie miało to żadnego znaczenia, jakie miała zamiary, jeśli miało mieć to fatalne skutki.
Kaya stała obok niej, przestępując z nogi na nogę, gapiąc się to na jednego, to na drugiego mundurowego. Nie widziała jej się konfrontacja z ich dwójką i Orianą jednocześnie, dlatego wolała pozostać cicho, choć miała tak wiele do powiedzenia. Rosła w niej irytacja z każdym kolejnym oddechem policjantów.
— Czy podejrzany dziś jest w pracy? Możemy z nim porozmawiać?
— Jest — mruknęła białowłosa pod nosem. — Możemy porozmawiać w… biurze.
Pokiwali głową, a na niewymówiony znak Oriany poszła poszukać mężczyzny, uwalniając się spod ciężkiego wzroku menadżerki, przytłaczającego tonu wysokiego, barczystego faceta i denerwującego, odrzucającego usposobienia niskiego policjanta. Wcale jednak nie odetchnęła i dopiero gdy od nich odeszła, poczuła, jak drży przez tak głupie wpakowanie się w kłopoty. Nie była przecież durna i nie było to kompletnie kretyńskie posunięcie, ale na myśl o możliwych konsekwencjach zaczęła mieć wrażenie, że zachowała się idiotycznie — szczególnie po usłyszeniu, jak policjant wspomina o morderstwie z paru miesięcy temu oraz owych zaginięciach, które obiły się o uszy Kai, ale nie zaprzątała sobie nimi szczególnie głowy. Nie wierzyła, że restauracja może być jakimś fatum, przyciągającym wszystko, co złe i raczej sądziła, że wszystkie tamte wydarzenia to zwykłe przypadki.
Oriana w tamtej chwili przyciskała złożone ramiona do piersi, patrząc na rozłożone po drewnianym parkiecie stoliki. W ciszy czekali na (mogłoby się wydawać) ociągającą się kobietę, aż nie przyprowadziła podejrzanego kelnera. Nie potrafił ukryć swojej zdębiałej reakcji na widok mundurów — swego zdruzgotanego wyrazu twarzy, szeroko otwartych oczu i ściągniętych brwi. Oriana powiedziała mu tylko, że muszą porozmawiać, zupełnie, jakby wcale nie mieli mu postawić zarzutów.
Kaya poszła za nimi, z czym nikt się nie kłócił. Ich piątka zamknęła się w niewielkim pokoju z komputerem, biurkiem, szafkami na dokumenty i krzesłami — na jednym z nich bezceremonialnie usiadł niższy policjant, podczas gdy reszta wciąż stała, z początku w ciszy.
Kaya? ────
[801 słów: Oriana otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
— No to, jak wygląda sprawa?
[801 słów: Oriana otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]