środa, 7 stycznia 2026

Od Setha CD Mikołaja — „Ty jesteś rudziejszy”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

Pomimo tego, że jego rudowłosy przeciwnik miał dłuższą broń od niego, to Seth odnosił wrażenie, że ta bardziej mu ciąży w rękach niczym dodatkowy ciężar niżeli sprawdza się dla niego jako broń. Chłopak coś tam potrafił, będąc zdolny nawet raz skrócić dzielący ich dystans, lecz pomiędzy umiejętnościami obu była przepaść, a Mikołaj pozostawał w tyle za starszym. Fox nieco z nudzeniem przeprowadzał ataki, nie musząc zbytnio nawet wyczekiwać na błąd ze strony władającego gladius.
Po uderzeniu tępym ostrzem odsunął się od Mikołaja, który zdecydowanie odczuł siłę ataku, gdyż jego oręż teraz spoczywał opuszczony w jego dłoni. Syn Eris go nie poganiał, dając czas na dojście do siebie — sam raczej nigdy nie dostał z taką siłą metalową bronią, lecz na treningach samoobrony nie raz nie dwa oberwał w newralgiczne, bolesne miejsca, że przez dobry tydzień miał siniaki na ciele.
— Już masz dość? — spytał po dłuższej chwili, chowając ręce z bronią do dużej kieszeni bluzy na wysokości brzucha. Jego postawa była rozluźniona, spokojna, wręcz idealna do nagłego ataku z zaskoczenia. — Jeśli tak to możemy już skończyć. Wolę, byś mi tu nie padł nagle w połowie walki — dodał bez żadnej krzty ironii lub sarkazmu w swojej wypowiedzi, jakby naprawdę martwił się o swojego przeciwnika.
— Tylko szczerze odpowiedz — uprzedził, widząc niewielkie wahanie na twarzy młodszego, samemu będąc nieco zdziwiony swoim zachowaniem. Przecież od kiedy tak bardzo się przejmuje drugą osobą? Szczególnie że dziś to tak wstał lewą nogą z powodu przymusowej pobudki z rana.
Finalnie jednak nie zaczekał na odpowiedź ze strony syna Dionizosa, samemu decydując, że to koniec pojedynku. W ciszy go wyminął, udając się w stronę zbrojowni, by oddać swoją broń. Nawet nie reagował na zdziwione spojrzenia ani słowa prowadzącego, może mu się za to jakoś oberwie, lecz tym będzie się przejmować później — teraz to miał ochotę zakończyć to wszystko i pójść w jakieś ciche miejsce, gdzie nikt nie będzie oceniać jego umiejętności walki, jakby były na ten temat jakiekolwiek wątpliwości. Przecież i tak jest synem jakiejś mniej znanej bogini, więc kto niby chciałby go atakować? Niech się lepiej przejmują dziećmi tych głównych bogów.


Mikołaj?
────
[342 słowa: Seth otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

wtorek, 6 stycznia 2026

Podsumowanie Saturnaliów

Szczęśliwego Nowego Roku dla Smellsów! To był wyjątkowo szybki event, jeśli zapytacie mnie o zdanie. Chyba najszybszy ze wszystkich, które do tej pory zorganizowaliśmy; no może poza wywiadami… Zobaczmy więc, jak tryb ekspresowy wpłynął na Wasze chęci do pisania, bo zdecydowanie nie odebrał Wam ochoty na opisywanie angstu.

STATYSTYKI I NAGRODY

W tym evencie napisaliście łącznie 23 listy. Niektórzy zdecydowali się na napisanie ich od wszystkich lub większość swoich postaci. W ten sposób najwięcej listów w evencie napisali Zirco (8), Cielak (5) i Flowery (4). Najdłuższy list został napisany przeze mnie (hej, to ja, Aleks, kto by się spodziewał?), osiągając eventowe maksimum 1000 słów (Od Wintera do Chione).
Nie odbyło się żadne głosowanie! W związku z tym nie przydzielamy żadnych nagród specjalnych. Za każdy napisany list Wasza postać otrzymywała odpowiednią ilość PD za słowa i dodatkowe 15. O uścisku dłoni prezesa jeszcze sobie porozmawiamy.

MIKOŁAJKOWA SKRZYNKA POCZTOWA

Tym radosnym akcentem kończymy ten minievent–... chwila, coś jeszcze? Czyżby niektórzy z Was zapomnieli sprawdzić swojej poczty?

styl pisania Szczypiorka jest tak miło chillowy, że nic tylko czytać te opka pod kocem z herbatką i uśmiechać się pod nosem na zdaniach, w których słowa się smacznie układają

bardzo płynnie czyta się utwory Sigmy i to jest zajebiste!!! fajnie jest tak sobie płynąć przez dobrze opowiadaną historię + podoba mi się to jak dawkowało informacje o relacji Isai-Sypha w drabblach

uwielbiam opka Flowery za te wszystkie świetne odwołania do popkultury w momentach, w których człowiek się tego nie spodziewa + jej postacie są barwnymi debilkami, z którymi miło prowadzi się wątki

zawsze przyjemnie pisze się wątki z Cielak, nie trzeba długo czekać na odpisy i pomysły na dalszy ciąg często po prostu przychodzą same, zresztą ona też ma tak dużo pomysłów, po prostu ma w sobie tyle kreatywności, która naprawdę dużo dodaje jej opowiadaniom

zawsze podobał mi się styl pisania cielak ♡ wszystkie listy się przyjemnie czytało

flowery bardzo się poprawiłaś z pisaniem, masz przyjemny styl taki książkowy i każdy twój list był odzwierciedleniem charakteru postaci
bardzo mi się podobał list od dicka i to jak uwzględniłaś że jest przegrywem życiowym albo też list od ricky'ego

tomek masz dojebanyyy styl kocham twoje opisy i to jak odzwierciedlasz emocje naprawdę lubiłem opowiadania od twojego smarkacza i od twojej słodkiej sylvie pisz więcej

list od mikołaja jest taki fajny dziecinny dosłownie coś takiego pewnie napisałby mikołaj więc kocham jak jego charakter został przedstawiony

list od edgar jest tak in character....... widac ze byl pisany na kolanie, na szybko i to podkreslenie ze nie UKRADLO tylko KUPILO mnie zniszczylo
true mercury kid

erin jest slodka

lotus to slodki dzieciak

lubie twoj styl aleksandrze i fajnie jakbys pisal czesciej i wiecej bo sie przyjemne z toba te watki prowadzi : 3

nie wiem kiedy aurek to zobaczy ale zawsze podobal mi sie twoj specyficzny styl geju
opowiadania podzielone na czesci dodaja im dynamiki i jeszcze nigdy nie widzialem by ktos tak pisal no przyjemne bardzo wroc do nas bby

list od Wintera jest bardzo uroczy

lubię pomysł Isaiasa na list i obce wtrącenia

List Lynn jest bardzo przyjemnie napisany, bardzo sentymentalno-gorzko-słodki.

Post appreciation dla postaci Dahlii i stylu pisania szczypiora. Jest bardzo ciekawą postacią, czuć jej osobowość, po prostu się ją lubi. Design też ma dojebany. Bardzo lubię czytać jej opka, robi się to przyjemnie i szybko, akcja jest zawsze fajnie prowadzona, nie ma zbędnych, niepotrzebnych opisów o dupie maryli.

Przyjemnie czytało się listy od wszystkich postaci Cielaka, szczególnie od Elianne. Twoje postacie zawsze są żywe, każda z nich ma ciekawe, wyróżniające je cechy, widać, że przykładasz do każdej z nich dużą uwagę i je rozwijasz. Podobnie jest z twoimi opkami, zawsze wydają mi się zadbane, widzę, że wkładasz w nie dużo pasji.

Lubię twoje postacie flowery, są silly i mają swój charakter, a Lynn jest bardzo ciekawa, jej opka mają w sobie to coś. Inne opowiadania także przyjemnie się czyta, czuć od nich ciepło. Podobały mi się bardzo listy Ricky'ego i Philip

Podziwiam determinację Jajo co do pisania. Serio. Szczególnie, że nie ma opowiadania, które nie byłoby dobre jakościowo. Lubię jak opisujesz myśli swoich postaci i rozwijasz akcję, twoje drabble były świetne, a postacie mają cudny character development.

Opisy w opowiadaniach Apollodorosa ma w sobie inspirujące natchnienie, lubię, jak odnoszą się do zmysłów i w jaki sposób przedstawiają przestrzeń wokół. Sama jego postać jest przyjemna, jest trochę jak taka cynamonowa bułeczka, po której jednak nie wiadomo, czego można się spodziewać, ma w sobie artystyczną delikatność.

Aleksandrze Imperatorze, dziękuję za zesłanie postaci Kurta, kocham go, czuję z nim duchową więź i cieszy mnie każdy kontent z nim. (ps jego pierwsze drabble było moim fav ze wszystkich i mnie zabiło). Masz charakterystyczny styl, który widać, że przez lata go wyrabiałeś i stał się tylko twoim, twoje opowiadania mają swoje poczucie humoru, ale gdy trzeba, zachowują powagę i wprawiają czytelnika w nastrój, który jest w nich przedstawiany.

Bardzo spodobał mi się list Chaita, możliwe, że był moim ulubionym. Lubię, jak w drabblach/opkach Chaita opisywane są postacie poboczne i wydarzenia, jest super postacią. U Arisu za to wyraźnie widać jej charakter. Ogólnie bardzo przyjemne opka do czytania!!

Uwielbiam styl pisania zirco i to, jak zawsze dopasowany jest do postaci, którą akurat pisze. Wszystkie z nich mają ciekawe, indywidualne cechy, a dialogi są zawsze żywe, napisane w naturalny, niesztywny sposób. Widać, że pisanie sprawia ci fun.

List Mikołaja bardzo mi się podobał!! Twój styl pisania jest taki soft, jak cynamonowe bułeczki, luźny i jednocześnie spójny, dialogi i opisy idealnie się komponują.

Isai jest bardzo dobrze napisaną postacią, uwielbiam jego charakter i design. Twoje opka są cudne pod względami stylistycznymi, ciekawie rozgrywasz fabułę, nieraz brzmią dla mnie poetycko, ogólnie kocham czytać rzeczy od ciebie.

List Erin był super napisany. Lubię ją jako postać, jest jak przesłodki szczeniaczek którego chce się potargać, a twoje pisanie daje mi vibe ciepłego kocyka z gorącą czekoladą i rozpalonym kominkiem

Tomek ma niepowtarzalny styl pisania, jak wyjęty z arcydzieła, ma piękne, klimatyczne zabiegi stylistyczne. Czytanie twoich opek to przyjemność. Cudownie opisujesz emocje postaci z jej perspektywy.

Bardzo lubię, jak prowadzona jest postać Quinn i ma moją sympatię. Twoje postacie są ekspresywne i żywe, podobnie jak twój styl pisania, podoba mi się jak opisujesz przemyślenia postaci.

Mae w super sposób rozwija swoje postacie, daje im życie i czyni je ciekawymi. Masz kreatywne pomysły, a twoje drabble były naprawdę świetne, Blanche zawsze łapie mnie za serce, podobnie jak to, w jaki sposób piszesz opka Ash.

Od Judasa CD Havu — „Take me to church"

Poprzednie opowiadanie

LATO

— Przez ciebie zapomniałem. Widzisz, co ze mną robisz?
Odwrócił się do Havu plecami, przez co nie mógł spostrzec jego zniesmaczonego wyrazu twarzy. Będąc szczerymi, Judas to po prostu beznadziejna osoba, jeśli chodzi o wymyślanie flirciaskich tekstów i trudno uwierzyć, że ktokolwiek chciałby wplątywać się z nim w romantyczną relację, bo za każdym razem, gdy próbuje powiedzieć coś na przyciągnięcie drugiej osoby (a próbuje tego nie raz, gdy chce zdobyć czyjąś sympatię), wychodzi to żenująco, aż by można zapaść się pod ziemię, byleby dalej nie słuchać tych nieudolnych prób.
Zalał jego herbatę, zerkając na elektroniczny zegarek przy piekarniku, żeby móc odliczyć idealne trzy minuty do wyciągnięcia zaparzacza.
— Może wymyślmy sposób, aby Vince przestał się tak teleportować — odparł, gdy wyjmował torebkę i wrzucał do śmieci.
Delikatnie podał Havu kubek, z którego unosiła się gorąca para.
— Vince? Od kiedy tak go nazywasz?
Judas uśmiechnął się do mężczyzny.
— To tak, jakbyśmy go już przygarnęli, więc czemu nie? Nie myślałeś nigdy, jak to jest być ojcem?
— Nie — odpowiedział dobitnym tonem. — Wolę o tym nie myśleć.
I nie wiedział, że od tej pory będzie miał wiele okazji, by zobaczyć, jak to jest.

 
— Nie chcę ZNOWU z tobą spać w jednym łóżku.
Ale nie miał żadnych innych wyborów. A gdyby miał, to nie byłyby one lepsze od położenia się na nieposprzątanej, zakurzonej i ofutrzałej podłodze, czego Havu nie miał zamiaru robić.
Wgapiali się w Vincenta, który bezproblemowo spał wśród przytulonych do niego, psich stworzeń, zajmując całą przestrzeń. Zbyt duża (zdecydowanie) koszulka Judasa zwisała z chłopaka niemal do samej ziemi, a codziennie jeansy nie wyglądały na zbyt wygodne, przez co mężczyźnie przeszło przez myśl, że powinien kupić jakieś ubrania dla nastolatka, na wypadek, gdyby… znowu zamierzał się do niego teleportować, bo mógł spodziewać się tego w każdej chwili, patrząc na dotychczasowy bieg wydarzeń.
— I tak byś spał, bo ta kanapa jest dla psów.
Havu niedowierzająco zmierzył wzrokiem drugiego mężczyznę, a jego wargi lekko zdarżały, choć jego twarz pozostała niewzruszona.
— Masz specjalną kanapę dla psów?
— Coś w tym dziwnego?
— Ty cały jesteś, kurwa, dziwny.
Po prysznicu położyli się plecami do siebie, ale nie pisnęli ani słowa. Havu robił coś w telefonie, a Judas wpatrywał się w sufit, nie zakłócając jego spokoju. Jego powieki już zaczęły się kleić, choć nie była to jego pora na spanie. Zazwyczaj zasypiał o pierwszej lub drugiej w nocy i nawet nie była to wina problemów ze snem, bo takowe przestały go męczyć mu już dawno temu. Prawie od razu spowiła go ciemność i zupełna cisza.

 
O dziewiątej rano obudził ich Vincent.
— Jestem głodny — stwierdził na przywitanie.
Głodzili go od paru godzin, a także samych siebie. Dopiero odczuli ten marynowany od dłuższego czasu głód, gdy usłyszeli jego słowa. Judas czuł się zbytnio odpowiedzialny za chłopaka — który nie był nawet jego rodowitym synem — przez co dopadło go poczucie winy i poczuł się jak najgorszy człowiek na świecie, który nie potrafi o niego zadbać.
Havu otworzył lodówkę, ale nie znalazł nic, co nadawałoby się na zbilansowany, pełny składników odżywczych posiłek. Dwie puszki piwa, mleko, śmietanka. Przeterminowany dżem truskawkowy, wyschnięta cytryna, jakieś dziwne pesto, jedno jajko, torebki ketchupów z KFC, a oprócz tego (o dziwo) szpinak. Nie miał nawet chleba.
— Masz cokolwiek… innego?
Havu postanowił, że zrobią obiad na kolację i wykorzystał fakt, że w szafce na suche produkty był makaron. Judas usprawiedliwiał się (choć nikt go o nic nie oskarżał), że nie zrobił akurat zakupów i dopiero ma uzupełniać zapasy. Z racji, że ksiądz miał od zawsze dwie lewe ręce do gotowania, to rudowłosy zrobił prawie wszystko, bo mężczyzna pomógł mu tylko w podsmażeniu cebuli i czosnku, a potem, zmuszony, umył naczynia.

 
Jedli makaron ze szpinakiem na śniadanie i oglądali telewizję, pijąc kawę. W czasach, gdy robią to tylko wymęczeni po ośmiogodzinnej pracy, wypaleni zawodowo i rodzinnie ludzie po czterdziestce, Havu musiał być znudzony, szczególnie że robił to przez Judasa. Oraz z Vincentem. Typowa dwójka ojców z adoptowanym dzieciakiem.
Ksiądz nie potrafił wywnioskować żadnych informacji o emocjach rudowłosego z jego twarzy, ale domyślał się, że nie jest najbardziej zadowolony. Nie przebrali się z pidżam (teraz także Havu miał na sobie ubrania Judasa), a na stoliku leżały talerze z ich śniadaniem.
Vince opowiadał o Obozie, o osobach, które tam poznał, jakiejś dwójce rudego rodzeństwa, za którymi chodził piekielny ogar, białowłosej kobiecie bijącej miotłą niebieskowłosego gościa, o pretorze jedzącym fasolki, a także o chłopaku imieniem Miko, którego szczególnie polubił czy o… ciekawie pachnącym dziecku Kloacyny.
— Okazało się, że jestem synem Arcus.
— Kto by pomyślał — prychnął Havu, uśmiechając się z ironią. — W końcu jesteś magiczny i się teleportujesz z obozu w środek miasta. Dwójka rodziców od boga śmierci lub terroru oraz ich syn Arcus. Nic zaskakującego, dziwnego ani komicznego.
— Ale słuchajcie, umiem robić sztuczki, których wy na pewno nie zrobicie.
Musiał im się pochwalić iluzjami, zadowolony ze swoich umiejętności (niezbyt umiejętnych jednak, jakby nie do końca panował nad tym, co robi), które nadal odkrywał. Był jak ucieszony nową zabawką pięciolatek. Postanowił też swoimi magicznymi rękoma stworzyć tęczę, co okazało się błędem.
Nagle znaleźli się na plaży. Z dala od domu. Ich stopy ugrzęzły w prosto w piasek, a do uszu dotarł dźwięk fal. Ostre promienie słońca poraziły ich prosto w oczy. Zszokowani spojrzeli po sobie. Vincent przełknął ślinę, ze strachem patrząc na mężczyzn.
— No, nic się nie stało — uśmiechnął się Judas, jakby nigdy nic — może ty nas lepiej przeteleportujesz z powrotem, Havu?
— A co ja, też jestem synem Arcus? — Odwzajemnił grymas.
— Nie, ale jesteś dzieckiem Plutona, a nie wiem, czy Vince... da radę to normalnie zrobić.
Rudowłosy zmarszczył brwi na mężczyznę
— Co?
— Sam mi powiedziałeś.
— Masz na myśli… że nigdy ci nie powiedziałem prawdy, a ty na dodatek uwierzyłeś w oczywisty żart?
— …Nie.
— …Ups.


Havu?
────
[934 słowa: Judas otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

środa, 31 grudnia 2025

Od Wintera do Chione (list)

Nowy Jork, 23 grudnia

Bogini Chione,

Matko Mamo,

jeśli mam być szczery (proszę, nie zamień mnie w bałwana), zapomniałem o tej tradycji. Blanche piekła dzisiaj ze mną ciasto (to znaczy ja piekłem, bo ona akurat prawie zrobiła z niego zakalec, ale nie przekazuj jej tego) i zapytała mnie, czy napisałem już list do matki. Najgorsze w tym jest to, że przez chwilę musiałem się zastanowić, o którą matkę chodzi, bo teoretycznie teraz mam trzy (błagam, nie obraź się, że nie postawiłem Cię na pierwszym miejscu). Na początku miałem w ogóle nie pisać (ponawiam prośbę o niezbałwanienie). Chociaż jeszcze nigdy żadnego nie poznałem, spodziewam się, że masz wiele innych dzieci i wiele innych listów do przeczytania. Nie ma sensu, żebym tylko dokładał się do kupy. Czy Ty w ogóle to czytasz? Dałaś kiedyś komuś jakiś znak? Blanche powiedziała mi, że to tradycja i tyle. Dodała też coś o tym, że lepiej napisać, niż zostać spalonym przez własną matkę (którą?), i chyba to ostatecznie mnie przekonało. (Blanche spojrzała na mnie bardzo dziwnie, kiedy zapytałem ją, czy w Twoim przypadku nie lepiej byłoby mnie zamienić w płatek śniegu niż spalić. Proszę, daj mi odpowiedź Albo nie, nie chcę być płatkiem śniegu). Ta tradycja brzmi jak pisanie listów do świętego Mikołaja, ale do niego nigdy nie napisałem żadnego listu. (Nie powinienem porównywać greckiej bogini do świętego Mikołaja).

Jest środek nocy. (Mama powiedziałaby, że to nad ranem). Myślałem o tym, co napisać w liście i nie mogę spać. Z góry przepraszam za pokreśloną kartkę, piszę to przy słabej lampce, w której jutro będę musiał wymienić baterie. Poza tym sąsiedzi na górze chyba przedwcześnie świętują, nie mogę się skupić i przed chwilą zdałem sobie sprawę, że to ostatnia biała kartka, jaką mam, a chyba wolę wysłać ci taką pokreśloną, niż wyrwaną z zeszytu od matematyki. (Jeśli kiedykolwiek usłyszałaś moje modlitwy, to wiesz, że nie cierpię matematyki i ta kartka pewnie jest przeklęta). W każdym razie doszedłem do wniosku, że nadal nie wiem co mam do Ciebie napisać. Nie zapytałem Blanche, co napisała do swojej matki Tyche. Nie wypytywałem nigdy nikogo w Obozie Herosów, a Chejron nie dał nam instruktażu. Czy reszta Twoich dzieci składa ci listownie modły? Prosi Cię o coś? Wszyscy oczekują, że będę wiedział rzeczy instynktownie, ale ja nie wiem, dlatego musisz wybacz mi.

Zaczynam myśleć, że może wcale nie chciałabyś czytać o mnie. Nigdy się ze mną nie spotkałaś. Nie wiem, czy ja chciałbym dostać list od obcej osoby. Ktoś mi kiedyś powiedział, że coś nad nami cały czas czuwa, ale myślę, że to dosyć dziwne, bo skoro się ze mną nigdy nie spotkałaś, to chyba nie chciałabyś nade mną czuwać, bo co, jeśli akurat byłbym pod prysznicem? Pomyślałem też, że poznałaś przecież moją mamę. Czy bogowie czasem się zastanawiają, co się dzieje u ich śmiertelnych kochanków? Czy też nad nimi czuwają? Myślicie czasem o nich?

Mama chyba często o Tobie myśli. Ma teraz partnerkę, nazywa się Blanche, opowiadałem Ci już o niej. Pierwszy raz widzę, żeby mama kogoś kochała. Czasem patrzę na nie i zastanawiam się, czy Wy też kiedyś wyglądałyście na tak zakochane. Czy powiedziałaś mojej mamie, że ją zostawisz? Czy powiedziałaś mojej mamie, że zostanę po Tobie ja?

Jeśli nad nami czuwasz, tak, jak mówią o tym inni, to wiesz, że ja i mama znowu ze sobą rozmawiamy. Teoretycznie zawsze ze sobą rozmawialiśmy, ale nie w ten sposób. Kiedy byłem mały, to myślałem, że mama po prostu mnie nie kocha, bo jestem trudnym dzieckiem i bo nigdy mnie nie chciała. Kiedy dowiedziałem się, że jestem półbogiem, pomyślałem, że widziała we mnie przykre skutki swojego romansu. Blanche powiedziała mi niedawno, że za bardzo Cię kochała i bała się, że jeśli równie mocno pokocha mnie, to nigdy o Tobie nie zapomni. Nie chcę jej tłumaczyć. Byłem zły, kiedy Blanche mi o tym powiedziała, zwłaszcza że nie usłyszałem tego od mamy. Jest grudzień i kiedy przypatruje się mamie, widzę, jak wygląda przez okno na padający śnieg i jak ściąga rękawiczki, żeby zimno szczypało ją w ręce. (Robię tak samo, bo chłód mnie tylko łaskocze. Blanche zawsze śmieje się i mówi, że jeśli oboje zachorujemy, to gorącą zupę będzie nam dostarczać tylko catering. Pewnie by tak było, bo Blanche naprawdę nie umie gotować). Może przestała się bać, że Cię zapomni, może zaczęła szukać Cię we wszystkim, żeby tylko nie zapomnieć,

Mój dziadek umarł. Chyba go nie znałaś. Potrzebowałem to napisać na papierze. Mój dziadek umarł mama kogoś kocha jestem sam i cię nie znam czy ty to w ogóle czytasz

[plama rozmazanego tuszu]

Teoretycznie mam trzy matki. W podstawówce, kiedy mówiłem innym dzieciom, że nie mam ojca, zawsze się dziwiły i pytały, czy umarł. Wtedy się tym przejmowałem, teraz nie wiem, jak się z tego tłumaczyć, żeby nie obrazić… Twojej boskości. Czasem myślę sobie, że to takie głupie, mam przecież trzy matki, a nadal mi czegoś brakuje. Nie chodzi o ojca. Nigdy go nie miałem i nie mam porównania, jak to jest go mieć. Mam mamę i mam Blanche, które naprawdę się starają, ale nigdy nie wypełnią w mojej głowie miejsca na trzecią osobę, bo cały czas myślę o Tobie i o tym, co by było gdyby. Tęsknię za Tobą w moim życiu, chociaż jesteś boginią i nigdy do tej pory Cię nie spotkałem. Chyba jestem trochę egoistą, że tak bardzo chcę z Tobą porozmawiać. Masz przecież też inne dzieci. I chyba nie doceniam tego, co mam, chociaż bardzo bym chciał doceniać.

Mamo, jak pewnie wiesz, mam ADHD, dysleksję i nie mam kolejnej czystej kartki. Mam nadzieję, że z przymrużeniem oka przeczytasz ten list. Miał nie być o mnie, ale mam wrażenie, że jednak jest o mnie. Przepraszam, chyba znowu robię coś nie tak, jak powinno być.

Może powinienem ten list zamienić w lód i roztrzaskać, zamiast go palić? Palenie listu dla bogini śniegu wydaje się trochę obraźliwe. O tym też nie było instruktażu. Macie tam jakąś ognistą pocztę? Nie musisz odpowiadać na moje pytania. Kiedy kończę ten list, jest już naprawdę nad ranem, a nie w nocy. Jeśli obudzę kogoś, szukając zapalniczki, to przynajmniej z czystym sumieniem, że dokończyłem ten list.

Twój syn,

Winter Miller

PS. Ale jeśli kiedykolwiek będziesz chciała odpowiedzieć na moje pytania, to proszę, powiedz mi, jak ja się w ogóle urodziłem. W sensie, nie wiem, przyniósł mnie bocian? Przyleciałem na płatku śniegu? Jak to działa w przypadku dwóch kobiet, z czego jedna jest boginią? Chyba dzisiaj już nie zasnę.

Od Dantego do Janusa (list)

15 lat temu

Szkoła wojskowa, 20 grudnia

Magiczny Nadnaturalny?


Tatusiu!



Szanowny ojcze boski i półboski imieniem Janus,

Czy ja piszę list do świętego Mikołaja? Wszyscy piszą, więc ja też pomyślałem, że napiszę. Problem jest tylko taki, drogi Mikołaju, że kazali mi na ciebie mówić Janus. Janusz? Dlaczego? Może jesteś z bieguna południowego a nie północnego?

W tym roku chciałbym dostać

Dowiedziałem się właśnie, że nie jesteś świętym Mikołajem i żebym cię przeprosić. No to przepraszam. Kim jesteś? Czarodziejem? Tutaj wszyscy mówią o jakichś czarodziejach. Jak to w ogóle działa? Jesteś kimś, kogo moja mama pokochała, a potem rozprysnąłeś się w powietrzu? Nie, nie, nie…. czekaj, ja wiem. Ty jesteś clownem!

Nie mogę już wyrwać tego wstępu, więc jak coś to nie czytaj, bo mi znowu ktoś mówi, że to brzmi źle. Okiś?

Moje imię to Dante. D-A-N-T-E. Chciałem przeliterować, bo czasem ktoś powie do mnie Denny albo Denis, a to trochę brzydkie imiona.

Lubię dużo rzeczy. Na przykład lubię śpiewać. Chciałbym być piosenkarką jak Ariana Grande. Tak w sumie to żartuję. Nie lubię nawet Ariany Grande i w sumie nie wiem, co lubię. Mieszkam w tym miejscu od chyba roku? Albo krócej? Nie liczę czasu… znaczy nieeee ja go liczę, ale teraz nie pamiętam.

Dajesz wiarę, że tutaj od trzech dni wszyscy siedzą i piszą listy? Dziwne. Znaczy okeeeej może to są listy do świętego Mikołajaaa. Albo do kogoś tam z rodziny. Albo do czarodzieja, takiego jak ty. Dzieci wierzą tutaj w bajki, to ja też coś napiszę, żeby nie było. Lubię bajki, ale jestem na nie trochę za stary już. No ale niech im będzie.

Jestem D-A-N-T-E i mam TRZYNAŚCIE lat. Mam ileś tam centymetrów wzrostu (mogę podać w stopach, jak wolisz, ale nie podam bo nie pamiętam) i mam rozmiar buta chyba 42 ale nie chce mi się zaglądać pod podeszwę. Lubię kolor różowy. Nie mam braci. a moja mama nooooooooo mama no jest sobie gdzieś tam NIEWAŻNE


Chcesz mi wysłać trochę ciasteczek Reese's? Lubię je. No i nie mogę chyba prosić o za dużo bo nie jesteś świętym Mikołajem. No ale ciasteczka, mniaaam.

Okej teraz posłuchaj. Jeśli jesteś gdzieś tam i dostaniesz ten list, to mnie zaczaruj. Wyczaruj mi brodę, okej? Ale taką długą, do samej ziemi. Wtedy uwierzę, że istniejesz. No a jak nie będę mieć brody za tydzień, to wiem, że to tylko bajeczki. Znaczy wiem, że to bajeczki. No.

Chciałbym też kiedyś mieć kotka albo pieska. Ale nie wiem nie mam ręki do zwierząt. Czasem zapomnę pójść na śniadanie a co dopiero żeby pamiętać o nakarmieniu kota albo psa. Tragedia.

Umiem sztuczki z kartami. Na przykład umiem je bardzo szybko potasować ale na tym się kończy moja magia. Jaka jest twoja magia? Taki mój przyjaciel najlepszy powiedział, że on jest pół… bogiem???????? i że jego ojciec jest ojcem uhhhhh wojny. STRASZNE! Mrozi krew w żyłach. I powiedział, że on czasem może uhhhhhh nakrzyczeć na przeciwnika i go bardzo przestraszyć. Nazywa to okrzykiem wojennym. Dziwna ta szkoła wojskowa. W sensie okej może te dzieci są w szoku, w końcu wyjechały od rodziny i trafiły do tego internatu i muszą się uczyć jak walczyć w staroświecki sposób. Bo tutaj nie ma nawet gnatów. Czaisz. Glock jakiś by się przydał chociaż no bez jaj. A mi każą chodzić W ZBROI co ja ze średniowiecza jestem? I każą mi machać tam mieczem takim serio ostrym. Pokroiłem nim raz pomidora na takie cienkie plasterki.

Jak się pisało zakończenia listów?

Z poważaniem, całuski, buziaczki i uściski rąk,

DANTE nie DENNIS nie DENNY

D-A-N-T-E

ps. ej w sumie jak to spalę to i tak tego nie przeczytasz to chyba nici z mojej brody. chyba że magicznie zobaczysz TO PAMIĘTAJ O MNIE

Od Mikołaja do Dionizosa (list)

Obóz Herosów, 22 23 grudnia

Cześć Tato!

Na początku chciałem przeprosić, że ten list będzie brzmiał jak praca domowa napisana na kolanie. Jest druga w nocy i dopiero teraz zorientowałem się, co było tą ważną rzeczą, której zrobienie męczyło mnie od kilku dni. Z resztą, wy to w ogóle czytacie? Cóż, mam nadzieję, że nie.

Wesołych Saturnaliów! Życzę ci Ci, żebyś nigdy nie wytrzeźwiał. Upojenie sprzyja artystom, czy jakoś tak. Mój kuzyn, poeta, kiedyś to powiedział i utkwiło mi w głowie. A Ty jesteś bogiem teatru, to przecież też sztuka. Moja przygoda z teatrem niestety została zastąpiona treningami w obozie, ale kiedyś na pewno do niego wrócę. Jeszcze będziesz ze mnie dumny! Chyba. Jeśli dożyję.

Jutro, a w zasadzie dzisiaj rano pakuję się i lecę do domu na święta. Nie wiem, czy chcę tam wracać. Z jednej strony cieszę się na spotkanie Aleksandra (brata) i Antka (kuzyna), ale oni są chyba jedyną zaletą tej rodziny. Znając życie, czeka nas kilka dni wysłuchiwania krzyków, pisków i kłótni. Ciotka Albina zacznie się wymądrzać, matka narzekać, że do niczego się nie nadaję, a ojczym się upije, a następnie pokłóci z dziadkiem o politykę. Kocham święta.

Wiesz, że dużo się od niego nie różnisz? To znaczy, od męża mojej matki. Obaj lubicie alkohol i macie dzieci z więcej niż jedną kobietą. Szkoda, że on się do nich nie przyznaje (dogadałby się z innymi bogami, nie?), bo całkiem lubię przyrodnie siostry i chętnie spędziłbym z nimi święta. Mają fajnego kota, nazywa się Behemot. Ale spokojnie! Nie zabijaj mnie za to porównanie, ja oczywiście żartuję! Tak w zasadzie, to jesteś całkiem spoko ojcem. Dużo lepszym niż on. Wiesz, że zamieniłem z Tobą więcej miłych słów niż z nim? A z uwagi na to, że znam Cię kilkanaście lat krócej i nie rozmawialiśmy dużo razy, jest to spore osiągnięcie. A Ty przynajmniej na mnie nie krzyczysz.

Ale dość już o ojcu, nie tęsknię za nim na tyle, żeby się o nim rozpisywać. W sumie to w ogóle. O i przepraszam, że kiedyś myliłem Cię z tym filozofem od beczki. Nadal jednak uważam, że byście się dogadali. A może się znaliście? A może to byłeś Ty? Dionizos, Diogenes, całkiem podobne imiona. Jeśli to czytasz i zamierzasz odpowiedzieć, to odpowiedz chociaż na to. Proszę! Bardzo proszę! Aaaa! I znowu odbiegam od tematu! Przepraszam!

Jeszcze raz wesołych Saturnaliów! Ja lecę spać, bo dochodzi trzecia, a muszę wstać rano. Mam nadzieję, że jak wyląduję w Polsce, zastanę śnieg, a nie błoto. Dobranoc! Znaczy, nie, co? Jezu co ja piszę. Trzecia w nocy, sory. Przepraszam! Jeszcze raz. Wesołych świąt!

Twój syn

Mikołaj

wtorek, 30 grudnia 2025

Od Aye CD Chaita — „Pora żebyście się poznali”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ, ROK TEMU

Aye był czasem samolubny, a już na pewno wtedy, kiedy w grę wchodziło rozwiązanie jakiejś popieprzonej sprawy mitologicznej, bo przecież zwykły człowiek nie zwróciłby szczególnej uwagi na podejrzanie wyglądającego starca na wózku inwalidzkim. Aye czuł, że coś jest nie tak i czuł też, że chciałby zająć się tym sam; widząc jednak powagę Chaita, pomyślał o możliwości współpracy. I tak mu pomagał. Z własnej, nieprzymuszonej woli.
— Dziadka na wózku.
Widząc wzrok Chaita i to jak zabawnie zaczynają unosić się jego kąciki ust, zwątpił w jakąkolwiek współpracę.
— Dziadka na wózku — powtórzył, próbując powstrzymać śmiech.
Aye napiął już chyba wszystkie mięśnie na swojej twarzy. Wyglądał zapewne bardzo podobnie do tego starca: tak samo pomarszczony i zmizerniały, jakby przez całe życie smażył się na słońcu, bo nie chciał sobie wmówić, że spf hamuje procesy starzenia.
Dzieciak Hefajstosa najpierw się rozejrzał. I to nie dlatego, bo bał się, że ktoś ich podsłuchuje — przecież i tak nikt by nic nie zrozumiał z tej rozmowy — ale dlatego, bo potrzebował jakoś rozładować swoją rosnącą frustrację na Chaita.
— To nie jest zabawne — powiedział stanowczo, ale na Chaita te słowa chyba nie działały. — Mogę załatwić to sam, jeśli nie chcesz pomagać.
Wtedy Chait się uspokoił. Z twarzy zszedł mu zadziorny uśmieszek, a na jego miejsce wpełzła dziwna maska poważniaka. Aye się trochę przestraszył.
— Dobra, spokojnie, chcę to szybko załatwić, żeby kierownik się nie zorientował i żeby…
— To mnie posłuchaj — Aye trochę wciął się mu w słowo. Zawsze czekał, aż ktoś skończy mówić, ale tym razem wolał się pospieszyć. Chait i tak wydawał się zbyt powolny, jak na to, że ucieka im dziadek na cholernym wózku. — Musimy znaleźć tego starca. Podejrzewam, że to on jest winny tej całej sytuacji.
Chait podrapał się po brodzie w taki sam zabawny sposób, w jaki robią to bohaterowie filmów, zanim powiedzą coś olśniewającego. Chait jednak w przeciwieństwie do tych bohaterów nie wymyślił żadnego planu. Bardziej trzymał się myśli, by załatwić to szybko i by nie wplątać niepotrzebnie Aye w kłopoty. Aye za to gorączkowo myślał, bo cholera, przecież to zwykły starzec, po co miałby robić takie zamieszanie wokół siebie?
Kiedy tak stali zagubieni we własnych myślach obok nich, praktycznie przejeżdżając po stopach, przemknęły koła wózka inwalidzkiego. Aye od razu się otrząsnęło. Spojrzało w tamtym kierunku i wbiło wzrok w plecy śmiejącego się starca.
Chaitowi nie trzeba było dwa razy mówić. Właściwie nie trzeba było nic mówić. Od razu rzucili się biegiem za wózkiem, udając w tłumie ludzi, że się baardzo gdzieś spieszą i ten pośpiech nie wynika z jakiegoś głupiego powodu, którego i tak nikt nie zrozumie, ale bardziej z chęci, by zdążyć na jakąś atrakcję (tak jakby Chait nie był tutejszym pracownikiem).
Aye wpadł przypadkiem na jakąś panią, ale kobieta okazała się bardzo miła i tylko poprosiła, by na siebie uważali. Aye oczywiście jej podziękowało i przeprosiło, a Chait szeroko się uśmiechnął, jak te wszystkie biegające w koło dzieciaki. Najgorsze, że Aye nawet uznało to za urocze. Matko święta.
— Stój! — krzyknęło Aye. — Niech pan poczeka!
Głupio było myśleć, że się zatrzyma. Starzec miał dużo siły w rękach. Jechał na pełnym gazie i nawet nie myślał, że posłuchać jakiegoś smarkacza.
— Nie możesz tego jakoś zatrzymać? Wiesz maszyny i te rzeczy…
— Ty myślisz, że ja mam telekinezę?
— No, a nie?
Aye postanowiło nie odpowiadać. Zabrakło jejmu nawet słów, by to jakoś skomentować. Na dodatek cały czas było w biegu, więc wolał nie ryzykować, że rozproszone znowu na kogoś wpadnie.
Chait się uśmiechnął, delikatnie, pod nosem i bez słowa… zrobił coś rękoma, po czym dmuchnął w powietrze. Parę metrów przed nimi i trochę bliżej pędzącego dziadka pojawiła się iluzja. Aye wiedział, że to iluzja, bo Chait świetnie skopiował samego siebie oraz jejgo. Dwie iluzje stały i czekały, aż dziadek w nie wjedzie; a nieświadomy niczego starzec trochę zwolnił, co umożliwiło półbogom złapanie za uchwyty na tyle wózka.
Aye nacisnął jeden hamulec, a drugi ścisnął Chait. Wózek stanął w miejscu.
— Co pan wyprawia? — sapnęło Aye. Pot zaczął wpływać jejmu z czoła do oczu. Nie lubił, kiedy zaczynał się kleić. W ogóle nie przepadał za bieganiem, a ten nieznośny starzec jejgo do tego zmusił. — Wiem, że pan coś… dosypywał do lemoniady.
Starzec nie odpowiedział. Położył dłonie na kołach i spróbował ruszyć, ale Aye nie było takie głupie i przez cały czas zaciskało dłoń na hamulcu.
— No… no nie, co pan wyrabia.
Aye pomyślało, że nie chciałoby pracować w domu spokojnej starości. Starzy ludzie są nieznośni i ten dziadek to dodatkowo udowadniał.
— Spokojnie — wtrącił się Chait. Puścił jeden hamulec, który też zaciskał i stanął przed dziadkiem. — Dlaczego pan coś dosypywał do lemoniad?
— Nudziło mi się! — zaczął rżeć. I to dosłownie rżeć, bo brzmiał jak koń.
Aye zaczęło rozumieć. Ten dziadek, ten wózek i ten koc na kolanach. To był centaur. Taki sam jak Chejron.
— Wy dzieciaki nigdy nic nie rozumiecie! — oburzył się. — Zero zabawy.
— Popsuł pan zabawę dzieciom. To nie fair.
On chyba sam jest dzieckiem, pomyślało Aye.
— Daj spokój. Daj mi się bawić. Puścicie mnie?
— Chyba pan oszalał.
Aye westchnęło. Najchętniej wróciłoby do domu i udawało, że nie ma z tym nic wspólnego. Dlaczego ten dziad jest taki nieznośny? Wyszłoby mu na dobre, gdyby przestał się upierać i skończył gadać o dobrej zabawie. Dobra zabawa się już dawno skończyła. Ono i Chait zmarnowali chyba godzinę, by zrozumieć, co się stało przy budce z lemoniadami. Chait na dodatek mógł zostać wyrzucony z pracy za niepotrzebny zamęt.
— Wywieziemy go stąd, okej?
Teraz Chait mówił do Aye.
— Z wielką chęcią.
Wzięli i wywieźli dziadka poza teren festiwalu. Nawet się nie opierał, a mijani ludzie wzruszali się, że pomagają schorowanemu dziadkowi. Na dodatek mieli ich wszystkich za rodzinę, co było dziwne, zważywszy na fakt, że Aye miało bardzo azjatyckie rysy twarzy, Chait wyglądał jak przeciętny Amerykański dzieciak, a dziadek… cóż, wyglądał, jakby dobijał do setki.
Centaura zostawili w parku, a sami wrócili na festiwal. Aye tak naprawdę mogło wrócić do domu, ale uznało, że suszy jejgo w gardle i chciałoby się czegoś napić.
— Mam nadzieję, że tam niczego już nikt nie dosypie — zażartował, a Chait parsknął śmiechem.
— Możesz mi zaufać. Przypilnuję, by się tak nie stało.
Aye pokusiło się o delikatny uśmiech. Taki szczery, bo jednak nie miał teraz powodu, by być złe na niego.
 
Pożegnali się pod jakąś budką ze słodkimi napojami i lodami. Aye przyrzekło sobie w myślach, że nie chciałoby znowu go spotykać, a Chait pewnie z wielką chęcią znów by poganiał starych dziadków na wózkach inwalidzkich w towarzystwie dziecka Hefajstosa. Aż Aye poczuł dreszcze na tę myśl.

KONIEC WĄTKU AYE I CHAITA

────
[1068 słów: Aye otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]