„W walentynki wszędzie są promocje dla par, więc czemu nie poudawać jednej, oszczędzić trochę i dobrze się przy tym bawić?”
Pisała i usuwała wiadomość już któryś raz. Nie pasował jej dobór słownictwa. Nie pasowała jej długość tej wiadomości. Nie pasował jej sam wydźwięk.
Miała wrażenie, że najpierw brzmi zbyt poważnie, a innym razem zbyt niepoważnie. Nie wiedziała, w jaki sposób wstrzelić się w ten mistyczny złoty środek. Może nie powinna tak nad tym myśleć? Z drugiej jednak strony, co jeśli Oriana źle zrozumie jej intencje?
Ostatecznie napisała coś, co brzmiało jak śmieszne zaproszenie na bal w przedszkolu; ale nie był to bal w przedszkolu, tylko jedna z imprez organizowanych przez jej ulubiony bar. Miało być cukierkowo, przyjemnie i bajkowo.
Na odpowiedź czekała długo. Zdążyła się przyzwyczaić. Oriana nie miała w zwyczaju szybkiego odpisywania na żadne wiadomości, a o rozmowach telefonicznych można było sobie pomarzyć.
— Pracuję jutro. Nie wiem, czy to dobry pomysł.
Stanęły koło wejścia do cukierkowego baru, którego nazwa brzmiała CANDY. Właściciele nie byli zbyt kreatywni, ale przynajmniej od początku ludzie wiedzieli, czego mogą się spodziewać.
— A jednak już wyszłaś — zauważyła Kaya. — Już nie ma odwrotu.
— Sama nie wiem, dlaczego się zgodziłam.
Grymas jednak nie wstąpił na twarz Oriany, jak to zazwyczaj miało miejsce, kiedy nie była zadowolona. Patrzyła na mieniący się na różowo szyld.
— Mają dzisiaj zniżki.
— Tak, walentynkowe. — Przewróciła oczami.
O walentynkach chyba obydwie zapomniały.
— Wiem, jak możemy się na nie załapać.
Głupi uśmiech nie schodził Kai z twarzy. Musiała, podkreślam, musiała namówić do tego Orianę. Chciała się dzisiaj dobrze bawić i przy okazji oszczędzić trochę pieniędzy; a to wszystko byłoby możliwe, gdyby Oriana wcieliła się z nią w rolę aktorki i odegrały razem cudowną parę zakochanych.
Nie powiedziała wprost o co chodzi, ale Oriana nie była głupia. Dosyć szybko w jej głowie zaświeciła się lampka ostrzegawcza, która wręcz nakazywała, by wycofała się już teraz. Pociągnięta jednak żywą energią Kai weszła z dziewczyną do środka, do lukrowanego pomieszczenia, przyozdobionego masą serduszek, sztuczną watą cukrową oraz mieniącymi się na różowo światełkami. Wszystko było tak urocze, że z tego uroku można było dostać światłoczułej epilepsji.
Zanim Oriana była w stanie doczytać całe menu z drinkami do końca Kaya przejęła inicjatywę i pierwsza zagadała do barmanki.
— Czy promocja dla par obejmuje też te drinki? — zapytała, wskazując palcem na napój, który nazywał się YOUR SWEETEST UNICORN.
— Tak, kochanie — odpowiedziała barmanka z uśmiechem. — Rozumiem, że wasza dwójka jest razem?
Oriana otwierała już usta, a ich kształt układał się w soczyste „nie“, ale Kaya okazała się szybsza.
— Tak, tak — potwierdziła. Oriana przeklęła pod nosem. — Poproszę w takim razie tego oraz… może tego waszego najnowszego?
— Och, masz na myśli SPARKLING JOY?
— I jeśli można dodać do niego dodatkowy brokat, to byłoby super!
Barmanka przyjęła zamówienie, wzięła od Kai niecałe dziesięć dolarów i zabrała się do roboty.
— Hej, nie zgadzałam się na coś… takiego — mruknęła Oriana, kiedy Kaya w końcu (po tych pięciu minutach składania zamówienia) się do niej odwróciła. — Mogłaś mnie zapytać o zdanie. Wolałabym zapłacić pełną kwotę, niż bawić się w jakieś udawanie pary.
Kaya zdecydowanie nie chciała płacić pełnej kwoty. Chciała skorzystać z promocji i się dobrze przy tym bawić. Kto sprawdzi, czy rzeczywiście są parą? Nie mogą tego zrobić, więc zamierza z tego korzystać. W przeciwieństwie do Oriany ona nie czuła żadnego wstydu, gdy dla dziesięciu dolarów nazywała swoją znajomą z pracy ukochaną dziewczyną.
Barmanka postawiła na ladzie dwa kolorowe i mieniące się w różowych światłach drinki. Obydwa wyglądały na cholernie słodkie. Na sam ich widok zaswędziały Orianę zęby.
— Chodź tam! — Kaya skinęła głową w stronę stolika przy oknie. — Będziemy miały widok na ulicę.
Oriana wolała pójść gdzieś do kąta z dala od ludzi, ale nie wyraziła sprzeciwu. Nawet nie zdążyłaby nic powiedzieć, bo Kaya już postawiła ich napoje na stoliku i siadała na różowym krześle.
Bez słowa dosiadła się do stolika i spojrzała niechętnie na drinki.
— Który jest mój?
— Czekaj… ten twój to był — zamyśliła się — sparkling joy. I miał mieć dodatkowy brokat.
— Dlaczego dodałaś do mojego drinka dodatkowy brokat?
— Jest ładniejszy.
Rzeczywiście był ładny. Małe drobinki mieniły się cieczy, rozpraszając kolorowe światła. Wyglądały jak kryształki, które ludzie dodawali do pamiątkowych kul śnieżnych.
Po godzinie Kaya miała już na stole dwie kolejne szklanki. Oriana nie chciała następnego drinka, a białowłosa to zaakceptowała. Nie chciała się w końcu narzucać — i tak ledwo co wyciągnęła Orianę z domu.
— Kocham te promocje. — Z uśmiechem postawiła na stoliku następnego drinka. Tym razem nie wyglądał już na tak przesłodzonego, ozdobionego górą bitej śmietany i oprószonego jadalnym brokatem. Był inny niż te, które zazwyczaj zamawiała i to chyba zaciekawiło Orianę.
— To jakaś ich specjalność, czy co?
— To jedyny w swoim rodzaju… drink dla par! — Włożyła do drinka dwie rurki. — Spróbuj ze mną.
— Nie.
— Prooooszę! Mieliśmy udawać parę!
— To był twój pomysł — ucięła. — Nie mam ochoty się w to dłużej bawić.
Kaya wyraźnie posmutniała. Siorbnęła sama trochę delikatnie kwaśnego napoju.
— Jesteś denerwująca — burknęła nagle Oriana i nachyliła się nad stolikiem. Złapała w dwa palce rurkę i skosztowała napoju, który wyjątkowo jej nie zasmakował. Był najgorszy z nich wszystkich. Doprawdy obrzydliwy. Tak gorzki, ale zarazem tak kwaśny, że wykręcał dziurę w mózgu.
Odsunęła od siebie szklankę z kwaśną miną. Kaya z uśmiechem przyjęła pozostałą resztkę dla siebie. Wszystko wypiła odrobinę za szybko, ale alkohol zaczynał uderzać jej do głowy; zaczęła się zbyt rozkręcać, trochę zbyt dobrze bawić i nie potrafiła już przestać. Od tego momentu wszystko zależało od tego, czy jej koleżanka zapanuje nad sytuacją, która lada moment może wyrwać się spod kontroli.
Białowłosa zsunęła się z krzesła i ruszyła w kierunku baru, by zamówić sobie coś jeszcze. Nie chciała przestać siedzieć o suchym gardle. W tle grała typowo popowa muzyka, do której całą drogę się kiwała. Z uśmiechem oparła się o kontuar i poprosiła tę samą barmankę o kolejny trunek.
— Twoja dziewczyna się nie martwi? — zagaiła. Wsypywała właśnie do szklanki lód. — Który raz ty tutaj przychodzisz?
— Wszystko jest okeeej — przeciągnęła. — Robisz po prostu pyszne drinki.
Barmanka postawiła gotowy napój przed białowłosą. Kaya ścisnęła chłodną szklankę i przyciągnęła ją do siebie z utęsknieniem. Uśmiech przez cały czas nie schodził jej z twarzy. Czuła się zbyt szczęśliwie i nie chciała tego kończyć.
Wróciła do Oriany prawie w podskokach (zapewne by skakała, ale wolała nie wylać na siebie słodkiej cieczy, która pewnie posklejałaby jej palce u rąk). Usiadła naprzeciwko i zaprezentowała dziewczynie, co tym razem postanowiła zamówić. Oriana włożyła dużo wysiłku w to, by cokolwiek zrozumieć — Kaya zaczęła mówić strasznie niewyraźnie, połykając co drugą sylabę w słowie — ale koniec końców dotrwała do końca.
— Nie powinnaś przystopować? To już chyba piąty drink.
— Nie nooooo, takie promocjeeee.
— Nie będziesz tutaj chlać w nieskończoność.
Kaya się zamyśliła.
— Okej, w takim razie zatańcz ze mną. Obok jest sala z parkietem.
Oriana wyraźnie się spięła. Jej barki się zwężyły. Przybrała pozycję obronną, której Kaya teraz nawet nie zauważyła. Nie w stanie, w jakim była.
— Niezbyt lubię tańczyć. Ogólnie nie lubię takich imprez.
— Nie bądź nudziarą — naciskała dalej. — Tylko na chwilkę.
Oriana stała pośród tłumu, a wokół niej skakała Kaya. Białe włosy co chwilę trącały jej twarz, plątały się z jej własnymi złotymi kosmykami. Czuła się przytłoczona całym tym tłumem, ale z jakiegoś powodu dalej tutaj była.
Kaya złapała Orianę niespodziewanie za dłonie. Pociągnęła do siebie w rytm muzyki. Miała naprawdę ciepłe ręce. Długie palce i rozbiegane spojrzenie, z którym ciężko było się teraz spotkać; a czuła, że naprawdę wolałaby w tej sytuacji patrzeć dziewczynie w oczy.
Ludzie skakali, wrzeszczeli i śpiewali. Kaya wydzierała się ile sił miała w płucach do jakiejś dennej popowej muzyki, którą Oriana oceniałby najwyżej na cztery na dziesięć.
Przez cały ten szaleńczy taniec to córka Apolla prowadziła Orianę. Nie pozwalała jej, chociaż na moment zaczerpnąć powietrza, zatrzymać się i odpocząć. Pociągała ją do siebie, a ich ciała się o siebie obijały. Pierwszy raz w ciągu tego wieczora poczuła, że się jej tutaj podoba.
Kaya się uśmiechnęła. Złapała z Orianą spojrzenia. Pomyślała, że w tych szaleńczo różowych światła, które padały na ich twarze, dziewczyna ma naprawdę ładne oczy. Czasem im się przyglądała, gdy były razem na zmianie. Nie rozumiała, jak można mieć tak dogłębnie szare oczy.
— Chcesz przyjść do mnie?! — krzyknęła do Oriany. Przez ten tłum miała się wydzierać, żeby stojąca całkiem blisko dziewczyna miała w ogóle szansę ją usłyszeć. — Mam kota.
— Nie wiem, czy…
— Chodź. Jest tu trochę za głośno.
Puściła Orianę i poprawiła włosy, wciskając jeden z kosmyków za ucho. Próbowała złapać oddech po tym szaleńczym tańcu, w którym obie gubiły krok, następowały sobie na buty i popychały w nie te strony, co trzeba.
— Dasz radę? — zapytała tylko, widząc, że Kaya odrobinę się chwieje. — Jak się zrzygasz to cię tutaj zostawię. Przysięgam.
— Nie jestem taka słaba — zaśmiała się. — Za kogo ty mnie masz?
— Tak? To prowadź.
Oriana posłała Kai prowokujący uśmiech. Dziewczyna przyjęła to wyzwanie i wyprowadziła je z tłumu spoconych, pijanych ludzi. Dopiero po wyjściu poczuła, jak zimno dzisiaj jest i że wybrała naprawdę żałosne ubrania na tę pogodę. Chłód zmroził jej nogi, futro, które miała narzucone na barki, wcale nie powstrzymywało mroźnego wiatru.
Oriana pomogła Kai wejść do taksówki i nawet za nią podała adres, pod który miały się udać. Przed drzwiami jednak to białowłosa siłowała się z zamkiem i drżącą dłonią, która nie pozwalała jej trafić kluczem w otwór. Uparcie twierdziła, że sobie świetnie sama poradzi.
— Pumpernikiel! — Podniosła kota z ziemi, zanim w ogóle weszły obydwie do środka.
— Co za głupie imię.
— Ja je wymyślałam — obruszyła się.
— Nieważne już. — Machnęła ręką. — Wiesz… podobało mi się nawet dzisiaj.
Kaya posłała jej uśmiech człowieka, który jednak zaraz się zrzyga.
— Ha, widzisz, a nie mówiłam? — Odstawiła kota na ziemię. — A teraz… teraz wybacz.
Pognała do łazienki, w której się zamknęła. Bynajmniej nie zrobiła tego w barze i dotrwała do domu.
♡
[1580 słów: Kaya otrzymuje 15 Punktów Doświadczenia + 20 PD]