JESIEŃ, ROK TEMU
Inez nie była głupia. Może czasami nadto optymistyczna i wkurzająca, ale nie była idiotką. Cóż, jest szansa, że na taką się kreowała, ale to dlatego, że raczej bała się wypowiadać na głos pewniej. Jednak pomału nawet i ona traciła cierpliwość do Vex. Naprawdę chciała pogadać z nim, poznać się, ale zdawała sobie sprawę, że w oczach Amerykańca straciła wiele niechęcią robienia graffiti. Tylko Inez nie była stworzona do tego, by bezcześcić różne miejsca! Możliwe, że inni ją mogli uważać za nudną przez jej spokojny styl bycia, ale tak wychowali ją rodzice.
– Ja poproszę na osobny rachunek frytki z sosem śmietanowym i też cole – powiedziała, a jej mimika twarzy nieco się zmieniła.
Nie uśmiechała się już od ucha do ucha, choć jej twarz – w spoczynku – i tak wyglądała, jakby gościł na niej delikatny banan. Albo mały rogalik? Bez znaczenia. Wciąż wydawała się szczęśliwa, choć jej oczy straciły te iskierki radości, które miały wcześniej.
Velez raczej nie załamywała się tak łatwo, jednak dzisiaj… to był ciężki dzień. Nie był łatwy odkąd wstała z łóżka, miała nadzieję, że jej się trochę polepszy gdy zdobędzie nowe znajome, ale… no cóż, jak widać szlag by to trafił te jej założenia.
Usiedli w końcu do stolika, bo barman powiedział, że będzie ich wołać. „Jak w fast foodzie!” – pomyślała, ale nie wypowiedziała swych myśli na głos, nie chciała już bardziej denerwować drugiego obozowicza. Siedzieli w ciszy, która stopniowa przeszkadzała Velez. Vex natomiast wyglądało jakby było zadowolone z takiego obrotu spraw.
Po upływie niezbyt długiej chwili zostali zawołani. Inez poszła po ich zamówienia, a następnie wróciła do stolika zajadając się już swoimi frytkami. Były naprawdę dobre! Chrupkie na zewnątrz, miękki w środku, a do tego słone! Może ciut zbyt tłuste, jak na gust ciemnowłosej, ale najwidoczniej nie można mieć wszystkiego. Zresztą sos także jej smakował, choć może za mało sztucznie śmietanowy jak na jej gusta. To znaczy, zazwyczaj lubiła jak jedzenie jest trochę zdrowsze, ale akurat dzisiaj miała ochotę na taki chamski sos, niczym z McDonalda, czy czegoś w tym rodzaju.
– Chcesz frytki? – zapytała przysuwając Vex opakowanie, jednak ono nie zareagowało w ogóle na jej pytanie kontynuując jedzenie swojego burgera. Nie minęła chwila jak zadała kolejne pytanie: – Lubisz tu przychodzić bo to miejsce ma „vibe”. Ale co tak właściwie to dla Ciebie znaczy?
Inez w ogóle nie czuła tego miejsca. Nie rozumiała do końca jego uroku. Wciąż po głowie chodziła jej myśl, że czuję się w menelowni, gdzie na każdym rogu rzyga najebany typ, który dzisiaj na pewno nie dotoczy się do domu. A starsze natomiast kompletnie nie przypominało jej kogoś, kto pije alkohol. Zaczęła się więc zastanawiać czy jest to może miejsce sentymentami. Może kojarzy się z jakąś osobą, bądź sytuacją. Velez ma takie miejsca, wraca do nich często nawet jeśli teraz już nie czerpie z nich takiej przyjemności. Jednak żadne z nich nie przypomina jej… tego.
────
[470 słów: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]